30 stycznia 2017

zdjęcia na studniówce


Może to głupie, ale mam ostatnio ogromne problemy z wymyślaniem odpowiednich tytułów do postów. Nie mogę dobrać słów, mam zbyt dużo myśli i za wiele krąży mi po głowie. Na obecną chwilę pisanie tutaj jest ostatnią z rzeczy jaką powinnam robić, ale cóż. Mam ochotę - piszę! W minioną sobotę miałam okazję kolejny raz doświadczyć bycia reporterem z aparatem w ręku. Jeśli o mnie chodzi, rzadko bywam w roli fotografa na imprezach okolicznościowych. Głównym powodem jest brak czasu i poczucie bezsensu w robieniu czegoś z czym na co dzień nie ma się do czynienia. Do tego dochodzą sprawy czysto techniczne - sprzęt. Jako że już od dobrych kilkunastu miesięcy w moich rękach przewija się Olympus, to i tym razem stwierdziłam że nie może go zabraknąć przy moim boku. Sam korpus, jak i reszta sprzętu została dobrana typowo pod potrzeby imprezy, aby wszystko grało i śpiewało jak należy. Jaki wyszedł efekt końcowy? Tego niestety bezpośrednio się nie dowiecie, ponieważ nie wrzucę zdjęć osób, które być może nie wyrażają na to zgody. To zrozumiałe. Ale musicie uwierzyć mi na słowo, że jest kosmos! Nie jestem w stanie pojąć jak bardzo aparat jest w stanie nas zaskoczyć.. zdjęcia które oglądałam na laptopie wyszły według mnie całkiem przyzwoicie i jak na moje liche w tym temacie doświadczenie, nawet nieźle sobie poradziłam. Skromna też jestem, haha. Co tu pisać? Pokażę wam ogólny obraz imprezy, a później przejdziemy do meritum, czyli trochę o sprzęcie i specyfikacji! 



Cały mój barłóg leżał obok stołu grupy dla której robiłam zdjęcia, a że super mi się z nimi gadało i przebywało, to całą imprezę praktycznie nie wychodziłam do baru z którego mieliśmy korzystać jako osoby fotografujące ten wieczór. Ogólnie impreza najgorsza nie była, ale ścisk jaki panował na sali doprowadzał mnie (i prawdopodobnie nie tylko mnie) do szału. Przeciskanie, miotanie, motanie i szarpanie to nie lada wyzwanie i dziwię się że nie skończyłam leżąc na podłodze przygnieciona. Ale żeby już tak nie narzekać, chciałabym pokazać wam sprzęt który jest warty uwagi i nawet osoby które fotografią się nie interesują mogą zawiesić na nim oko. 


Na wasze pytanie o to czy kot nie przeszkadza mi w robieniu zdjęć od razu odpowiem - przeszkadza! Nawet nie wiecie jak mnie to wyprowadza z równowagi, kiedy przy samowyzwalaczu i dwóch sekundach do mignięcia, na stół wskakuje jakaś puchata kulka i wwala się w kadr. Ale pomijając ten fakt, Olympus wyszedł naprzeciw wymaganiom dziennikarzy i reporterów z fajną "zabawką". Mój sprzęt, którym robiłam zdjęcia składał się 8mm fish eye, który jest moim ulubieńcem. EM1 Mark, czyli korpus nazywany królem bezlusterkowców z obiektywem 12-40 PRO i do tego, żeby wszystko pięknie uwieńczyć nowa lampa zewnętrzna FL-900R! Zapytacie jak to razem zadziałało? Miazga! Nie mam słów żeby to opisać, bo generalnie włącznie z baterią wyszło cacy. Trzymała mi calutką noc, a siedziałam bardzo mało. Zrobiłam 700 zdjęć z czego zostało 500 już takich najlepszych, wybranych. Myślę że to całkiem przyzwoity wynik, a bateria na samym końcu miała jeszcze 22%,  jedno wielkie wow. Ps. jednak jest ten 3 post w styczniu, hura!

3 komentarze :