29 czerwca 2015

cosmetic 'must have' for holidays!


Dzisiaj czas mija mi bardzo szybko! Rano zajęłam się sprzątaniem, później przygotowywaniem sesji zdjęciowej o której pisałam w poprzednim poście. Na głowie mam dużo, a czasu bardzo mało. Już jutro jadę do mojego chłopaka, a w nocy wyjeżdżamy ze znajomymi na kilka dni. Przed wyjazdem, oprócz tego posta mam dla was jeszcze jeden - tematyczny. Pojawi się on podczas mojej nieobecności (nie będzie mnie 7 dni). To tak w ramach wyjaśnień. Teraz przejdę już do tematu posta. Chcę wam pokazać mój niezbędnik pielęgnacyjny na wakacje. Produkty, które w większości nie były jeszcze przeze mnie użyte, ale chcę wam je pokazać i napisać co nieco.


Zacznę od tego, że jakiś czas temu sklep internetowy kosmetykomania.pl postanowił pomóc mi w mojej wakacyjnej 'wyprawce' i przygotowali dla mnie super pudło! Znalazło się w nim dużo praktycznych rzeczy, które będą stanowiły dla mnie wyjście awaryjne podczas wyjazdu. Mam tu oczywiście na myśli głównie pilniczek do paznokci i przeźroczyste gumeczki bobble. Dodam że nigdy w życiu nie dostałam równie pięknie zapakowanej paczki! Niesamowite z jaką dokładnością i starannością ten sklep śle produkty. Robi wrażenie. Poza tym cenię sobie jak ktoś wrzuca krótkie wpisy na papierkach do środka pudeł. Nadmienię że mają ogromny wybór i standardowe ceny. Można trafić na fajne promocje i kontakt z nimi jest sprawny. Zobaczcie niżej co dla siebie wybrałam.


1. masło do ciała z shea " bita śmietanka "

2. pilnik (niezbędny każdej kobiecie podczas wyjazdów), osobiście nie jestem za robieniem sobie hybryd czy innych rewelacji na paznokciach gdyż zwyczajnie szkoda mi na to płytki i wolę naturalne, zadbane paznokcie

3. kostka lakierów z essie, których zawsze chciałam spróbować 

4. suche szampony Batiste, na wakacjach must have!

5. invisibobble gumeczki na włosy, to coś co ułatwia mi codzienne życie

I na koniec dwie rzeczy, które w tym zestawie mogły zwrócić na siebie uwagę - czyli tusz i paletka z cieniami. Owszem, na co dzień się nie maluję, ale jeśli gdzieś jadę to staram się zabrać ze sobą podstawowe rzeczy do makijażu. Te dwa produkty zwróciły moją uwagę, dlatego postanowiłam że się skuszę! Mam nadzieję że będę z nich zadowolona. 

6. tusz do rzęs 

7. paletki niestety nie mogę znaleźć na stronie, prawdopodobnie została wykupiona - jest z firmy catrice jak widać powyżej.

Napiszę po wyjeździe o tym, co sprawdziło mi się najlepiej! 
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


Oprócz tego co mogliście zobaczyć powyżej, zabieram ze sobą także inne moje niezbędniki. Obecnie jestem w trakcie testowania produktów do twarzy z ziaji, których szukam od kilku dobrych miesięcy. Nigdzie w rossmann'ie nie mogłam na nie trafić, a do apteki było mi nie po drodze. Po pewnym czasie o nich zapomniałam i odpuściłam szukanie, lecz próbka kremu w gazecie mi o tym przypomniała. Niedługo po tym, udało mi się dorwać całą serię! Używam tych produktów od 2 tygodni i moja cera znacznie się polepszyła. Nigdy nie miałam ogromnych problemów z krostami, ale mam tu na myśli takie ogólne oczyszczenie i odświeżenie, bo właśnie to daje nam seria 'liście manuka'! Obok możecie zauważyć waniliowy balsam do ciała, który trochę mnie przeraża, bo gdy nim potrząsam to mam wrażenie że wewnątrz jest woda! Bądźmy jednak dobrej myśli, na marginesie.. waniliowe balsamy to moje ulubione. Będę go używać na przemian z tym z bomb cosmetics o zapachu bitej śmietany.


Nie wyobrażam sobie wychodzenia na szczere słońce bez odpowiedniego zabezpieczenia skóry. Jak widać jestem totalną fanka pryskaczy, bo nie lubię rozsmarowywać sobie kremów na ciele. Wszystko mi się wówczas klei. Uwielbiam olejki, a produkt o błękitnym kolorze skusił mnie ceną, jedyne 10zł. Myślę że może fajnie sprawdzić się jako mgiełka. Pachnie bardzo świeżo! Jutro zainwestuję chyba w jeszcze jeden produkt z wyższym filtrem, bo dopiero zauważyłam że wszystkie które posiadam są dość niskie. Nie miałam okazji jeszcze się w tym roku dobrze opalać, więc nie chcę fundować mojemu organizmowi szoku.. przezorny zawsze ubezpieczony! 

Czy któryś z produktów szczególnie wpadł wam w oko? Które z nich mieliście już okazję przetestować? Może macie jakieś ulubione, które polecacie?

28 czerwca 2015

red carpets from poppies | photo session


Mam nadzieję że udało wam się wszystko pozaliczać i tak jak ja, cieszycie się już wakacjami? Pierwsze kilka dni "wolności" spędziłam na lenistwie. Po prostu potrzebowałam nie robić nic.. odpocząć. W środę poprawiałam ostatnie sprawy na uczelni i byłam na prześwietleniu kolan, które od kilku miesięcy dawały o sobie znać coraz intensywniej. Na szczęście mam tylko naciągnięcia i nadwyrężenia, no nie ważne. Dzisiaj chcę pokazać wam backstage z wczorajszej sesji zdjęciowej z moją siostrą. Kilka dni temu jadąc z mamą na zakupy zauważyłam pole pełne maków.. wyglądało to z daleka jak czerwony dywan! Stwierdziłam że takiej okazji nie można zmarnować, a że wczoraj pogoda dopisała, to zabrałyśmy się do roboty. Muszę wam powiedzieć że praca z moją kuzynką daje mi 99% satysfakcji. Ten jeden procent to ciągła potrzeba pracy i udoskonalania. Widzę jak i ona i ja rozwijamy się z każdymi, kolejnymi klatkami. Lubię to. Sprawia mi przyjemność i poprawia humor. Mam nadzieję że przedsmak jaki dziś wam funduję, spowoduje że będziecie czekać z jeszcze większą niecierpliwością. Uwielbiam zasypywać mojego bloga stertami zdjęć z backstage'u. To fajna pamiątka i pewnego rodzaju spis treści dla mnie, jako osoby fotografującej. Także miłego oglądania!

Ta sesja była czymś zupełnie innym, dlatego że makijaż do niej został wykonany przez Adę Tadrzak, która wykonała go na najwyższym poziomie i bardzo profesjonalnie. Myślę że będzie nam często pomagała w sesjach, bo różnica jest ogromna, poza tym jestem zdania że make up to kwintesencja dobrych ujęć. Przecież najpierw zazwyczaj patrzymy na twarz. 
 Bardzo bym chciała, lecz niestety nie jestem w stanie podać wam bezpośredniego linku do sukienki ze zdjęć, bo chyba nie mają jej już na stanie, ale jeśli chodzi o sklep, to wybrałam ją na shein.com

MAM LINK BEZPOŚREDNI
TUTAJ


Pierwszy raz miałyśmy ze sobą krzesło, które bardzo nam pomagało. Myślę że będę się częściej łapała takich sposobów pomocy. Jestem zadowolona z tych zdjęć i już chciałabym wam pokazać całą sesję, ale niestety najpierw muszę trochę powalczyć, by uzyskać 100% efekt. 

MOJA STRONA NA FACEBOOK'U:

Jak wam mija początek wakacji? Ktoś z was już gdzieś wyjechał?
Ja od jutra szykuję się do pierwszego wyjazdu. Będzie bardzo dużo zdjęć, a przed tym planuję jeszcze dwa posty tematyczne. Do napisania!

20 czerwca 2015

how living at the age of 20 looks like..


Paula? Ty dodałaś posta w sobotę? Ty właściwie dodałaś posta?! Tak i jestem świadoma tego, jak rzadko się tutaj zjawiam. Wiecie co? Kocham to. Kocham fakt że bloga prowadzę od X lat (głupio się przyznać, ale nadal nie wiem ile dokładnie tu jestem), a pisanie go bezustannie sprawia mi przyjemność. Przed chwilą, parząc sobie kolejną zieloną herbatę przyszło mi do głowy by napisać. Tak po prostu.. uwielbiam to, że w każdej chwili, gdy tylko chcę i mam na to ochotę mogę TU wejść. Blog jest dla mnie integralną częścią mojego życia i to głównie na nim możecie zaobserwować jak się zmieniam. Fajnie że jesteście ze mną już tyle czasu i nadal zaglądacie, piszecie i bardzo wam za to dziękuję. Nie miejcie mi za złe że nie robię konkursów i w ten sztuczny i jakże durny sposób nie zdobywam sobie like'ów i obserwatorów na siłę. Jednego możecie być pewni, nawet jeśli jakiś konkurs kiedykolwiek się tutaj pojawi, to warunkiem nie będzie to by mnie obserwować. Że-na-da. Nigdy nie chciałam żeby mój blog stał się stekiem reklam. Mam kilka współprac i czasem wrzucam jakiś link, ale nigdy z myślą żeby mieć z tego korzyść wyłącznie dla siebie. Uwierzcie mi, że za każdym razem kiedy dodaję linki mam wyrzuty sumienia i wówczas blog wydaje mi się taki przesycony śmieciami, dosłownie. Ale tak to już jest. Mam szansę, to z niej korzystam. Bo czemu nie? Jeśli mogę wam coś pokazać, zrobić ciekawsze zdjęcia, sesje zdjęciowe, to chętnie zasilam się różnymi rzeczami. Nie miejcie mi tego za złe. Prowadzę bloga z czystej chęci, posiadałam go na długo przed tym, jak dostałam jakąkolwiek szansę by "coś" z tego mieć. A zakładając go nawet nie pomyślałam że tak się stanie. Proszę was o dystans do tego.

***
 A teraz już do rzeczy. Jeśli chodzi o tytuł posta, to nie, nie będę opowiadać życiorysu osoby mającej 20 lat.. dzisiaj chcę trochę wgłębić się nie tyle w sam fakt ( mania?! czy mienia?!) tych dwudziestu, ale w to, jak moje życie ewoluowało odkąd jestem na studiach. Otóż odkąd wyjechałam z domu w październiku ubiegłego roku, moje życie zmieniło się o 99%, bo jedno zostało - bliscy. Mam kilka takich osób, które zawsze są dla mnie i ja jestem dla nich. A dostrzegłam to dopiero będąc tutaj, w Warszawie. Mogę wam powiedzieć że ja również się zmieniłam. Nauczyłam się oszczędzać, kupować - tak, tego da się nauczyć! Wyłoniły się plusy i minusy. Od zawsze marzyłam by zamieszkać w stolicy, osoby które czytają mnie od kilku dobrych lat na pewno zdążyły się o tym przekonać. Nigdy nie lubiłam wsi, mentalności ludzi którzy tam mieszkają i czułam się tam jak takie przysłowiowe "5 koło..". Dopiero studia uświadomiły mi że nie do końca tak jest. Mieszkam w Warszawie 9 miesięcy i za każdym razem chętnie wracam o domu. Każdy weekend staram się wygospodarować tak, by spotkać się z moim chłopakiem, pobyć u mamy i zdążyć nauczyć na zajęcia. Przyznam wam że moje odczucia jak na pierwszy rok na studiach, są pół/pół. Z niecierpliwością czekam na kolejny, bo znowu przyjdzie wiele zmian. Mam momenty w których cieszę się że mogę sobie tu odpocząć, posiedzieć sama, ale zdecydowanie częściej pojawia się tęsknota! To chyba największa zmora studentów. Nauczyłam się radzić sobie w sytuacjach, w których zazwyczaj siedziałam cicho, a sprawy działy się same. Jestem bardziej świadoma życia i realiów otaczającego mnie świata. Czuję się bogatsza w praktykę i wiedzę. Stałam się samodzielna! Studia to bujny okres w życiu, ale nie bójcie się go! Mój pierwszy semestr właśnie dobiega końca, a zupełnie nie wiem kiedy to zleciało. Nowi ludzie, nowe doświadczenia. Idźcie w świat! Róbcie to, co chcecie robić. Przecież sami wybieracie swoją drogę i jeśli nie będziecie w stanie wytrzymać, to zawsze możecie zrezygnować. Osobiście bardzo się cieszę że moje życie właśnie tak się potoczyło, mogę wam dać radę: Bądźcie odważni, otwarci na ludzi i bardzo zawzięci, a osiągniecie wszystko co sobie zamarzycie! 

***
Taka pogadanka na dzisiaj. Odskocznia dla osób czytających książki, na czytanie mojego posta! Mam nadzieję że jakoś was wesprę tymi słowami i ruszycie w nowy etap waszego życia studenckiego z wysoko uniesioną głową i uśmiechem na twarzy! Tymczasem wracam do nauki, bo jeszcze dwa egzaminy mnie czekają. Zostawiam was ze zdjęciami z ostatnich dni. Niestety nie mam przy sobie canon'a, został w domu. Dałam mu moment na odpoczynek, bo już 1 lipca wybiera się ze mną na wakacje. Niebawem pojawią się posty dotyczące tego wyjazdu, także czekajcie cierpliwie!


W wakacje mam zamiar trochę bardziej skupić się na tych postach " z życia". Wiem że w ostatnim czasie ich bardzo brakowało, ale tak to jest jak jedyną atrakcją stają się wycieczki autobusem. Nadrobię to! 

Czy ktoś z was również ma jakieś rady dla przyszłych studentów? Piszcie!

16 czerwca 2015

picnic with sweets


Post który dzisiaj opublikuję jest gotowy już od niedzieli, ale wyszło że dodaję go dopiero dzisiaj. Ostatnio miałam okazję otrzymać kilka słodyczy od sklepu kopalnia słodyczy. Stwierdziłam że chciałabym przedstawić je wam w jakiś ciekawy sposób. Doszliśmy z moim chłopakiem do wniosku że zrobimy sobie mini piknik podczas którego każde z otrzymanych słodyczy wypróbujemy i dam wam znać jakie było nasze zdanie na temat każdego z nich. Poza rzeczami które próbowaliśmy przygotowałam także desery w słoikach, a do picia mieliśmy nasz ulubiony napój Hortex " Zielone Jabłuszko ", który od kilku dobrych tygodni jest naszym ulubieńcem jeśli chodzi o picie. Obydwoje bardzo lubimy poznawać nowe smaki i wymieniać się zdaniem na ich temat. Zazwyczaj są one podobne, jednak czasem nieznacznie się różnią. Dzisiaj będziecie mogli poznać mój gust jeśli chodzi o słodycze i zobaczyć co mi smakowało, a co wolałabym mijać z daleka! 


Powiedzmy że pogoda nam dopisała i cały niedzielny wieczór spędziliśmy na kocu. Cieszę się że pogoda nam dopisała i mogliśmy poleżeć na świeżym powietrzu. 


Napój o którym pisałam wyżej jest na obecną chwilę moim totalnym must have! Idealnie komponuje się z pogodą, a wstawiony do lodówki smakuje o niebo lepiej. Dodam tylko że jego cena to koło 2/3 zł, znajdziecie go w lidlu. Polecam.


Jeśli chodzi o desery w słoikach.. to tylko moja wyobraźnia. Haha, zero jakiegoś przepisu, po prostu upiekłam biszkopt, dodaliśmy do tego pognieciony batonik milky way, borówki, świeże truskawki zmiksowane z jogurtem naturalnym i bitą śmietanę. To wszystko, a wyszło pysznie! 

Teraz chciałabym przedstawić wam wszystko po kolei, żebyście mieli ogólny pogląd na to, jak smakują i wyglądają. Wiem że internetowe kupowanie słodyczy to raczej sprawa mało pewna, dlatego lepiej najpierw zobaczyć ich opis i dopasować do swojego gustu, by później nie żałować zakupu! Niestety, nie dam wam bezpośrednich linków do każdego z produktów, bo trudno jest mi je wyszukać, a nie wszystkie są na stronie. Jeśli chcecie się o nich dowiedzieć, to piszcie na email sklepu, kontakt z nimi jest szybki i sprawny.


Nie byłabym sobą, gdybym na początku nie wyróżniła mojego ulubionego batonika/czekolady z zagranicznych słodyczy. Hershey's mieliśmy już okazję spróbować dawniej, kiedy odbyłam moją wizytę w 'coś słodkiego' w Warszawie. Postanowiłam że chciałabym go zjeść jeszcze raz. Ma świetny smak, nie jest mocno słodki, a wewnątrz ma malutkie ciasteczka, które wieńczą cały smak! Ten baton zarówno dla mnie, jak i mojego chłopaka zdobywa pierwsze miejsce.


Rocky Road, to kolejna pyszność która przykuła naszą uwagę. Zdecydowanie słodszy niż jego poprzednik, ale za to jaki smaczny! W środku ma piankę i coś na wzór lekkiego kremu z orzechami. Wszystko razem daje fajny efekt.


Kolejną i ostatnią na podium rzeczą, będą cukierki Bottle Caps. Za firmą Wonka przepadam, dlatego wiedziałam że nie zawiedzie, natomiast jeśli ktoś dobrze mnie zna, to wie że nie cierpię coli i ten smak zdecydowanie nie jest dla mnie. Nawet go nie próbowałam, ale za to zjadam winogronowe i wiśniowe w ekspresowym tempie. Włożyłam sobie do torby i podczas podróży podjadam. 


Kultowe M&M'sy z pewnością znajdą wśród was wielu fanów, mnie nie zachwyciły, ale nie były również jakieś złe. Powiedziałabym że smak zbliżony do czekolady ze słonymi ciasteczkami. 


Oreo bardzo lubię, ale te ciemne, czarne.. to jasne smakowało raczej jak zwykłe maślane ciasteczka. Nie wiem jak byłoby gdybym je maczała w mleku, bo jedliśmy na sucho. Podejrzewam że wówczas mogłyby smakować dużo lepiej!


Osobiście nie lubię motywu cytryny w słodyczach, raczej wolę dodawać ją do herbaty. W każdym razie, spróbowałam. Najlepiej je rozgryźć, bo w środku znajduje się proszek cytrynowy, który daje fajny posmak.


Ostatnią rzeczą są ciasteczka Hot&Spicy. Przyznam się - nie próbowałam. Ale Dawid spróbował i powiedział że fajna opcja do piwka, ale za to bardzo ostre! 

bezpośredni link do sklepu