18 września 2014

loosely and chic


Już drugi dzień pod rząd kurier budzi mnie z samego rana! Ale fakt, kto nie lubi dostawać przesyłek? Właśnie otworzyłam paczkę i dostrzegłam w niej sukienki, na które czekam już kawał czasu, a dzięki nim będę mogła zrealizować nową sesję zdjęciową którą mam w planach. Już nie mogę się doczekać, bo jeśli wypali, będziecie totalnie zdziwieni. Może wreszcie coś nowego? Ale odejdźmy trochę od tego tematu, a zajmijmy się tym co w tytule posta.. otóż zawsze bezwzględnie trudną sprawą było dla mnie łączenie szyku, elegancji z luźnym, sportowym stylem. Niedawno zaczęły podobać mi się luźne, proste sukienki z kieszeniami (koniecznie, bo bez nich ani rusz) i właśnie taką zauważyłam któregoś dnia na mojej mamie! Mieszkamy niby razem, ale nie znam jej tylu ubrań w które chętnie bym się przyodziała, że aż sama się temu dziwię. Poza tym nie wiem czy to wina tego że odchodzi lato, czy po prostu takie widzimisię, ale czarny, biel i szary to zdecydowanie kolory dominujące jeśli chodzi o mój wybór ubraniowo-ciuchowy na ten moment. Może to chwilowe, ale kolorowe łaszki zupełnie do mnie nie przemawiają! Dlatego właśnie dzisiaj pokażę chyba najprostszy zestaw jaki połączy nam elegancką torbę z luźnym look'iem. Nie dość że wygodnie, to z nutką powagi. Do tego moje jeszcze świeże klasyki reebok'i, ulubione jak na teraz i okrągłe okulary.Kto tak lubi? 

TORBA - veromoda / SUKIENKA - (?) / BLUZA - ny / BUTY - butsklep.pl / okulary - tutaj

Dwa dni temu odwiedziłam moją ulubioną, niezawodną fryzjerkę. Co jakiś czas muszę podcinać włosy, bo są tak długie, że niszczą się dwa razy szybciej. Końcówki miałam w opłakanym stanie, poza tym strasznie lubię do niej chodzić, bo oprócz tego że zawsze obcina mnie tak jak tego chcę, to za każdym razem się nagadamy! Super sprawa. Tym razem bez grzywki i raczej już nie wróci, bo mi się znudziła, najzwyczajniej w świecie!

15 września 2014

cosmetics and glossybox review


Dzisiaj, tak jak to można się domyślać po tytule posta, coś dla maniaków kosmetyków. Przyszedł czas na recenzję mojego pierwszego - sierpniowego pudełka be'glossy a ponadto, biorąc pod uwagę tematykę chcę przy okazji pokazać kilka produktów z mojej pielęgnacji, które mogę w pełni polecić. Myślę że takie posty mogą być bardzo pomocne w szczególności kiedy ktoś nie jest pewien czy jeśli kupi dany produkt to będzie z niego w przynajmniej 95% zadowolony. Także zapraszam do czytania, bo trochę tego dzisiaj będzie!


Jeśli chodzi o perfumy, to jestem osobą która zdecydowanie woli ciągle kupować jeden zapach niż za każdym razem inny. Muszę powiedzieć że bardzo ciężko jest mi trafić na taki, który zadowoliłby mnie w stu procentach.. do tej pory kupowałam perfum Rihanny  w butelce z długą szyjką, wyglądającej trochę jak kieliszek do góry nogami, no w każdym razie szczerze mówiąc znudziły mi się. Jakiś czas temu, będąc w drogerii ' HEBE ' trafiłam na Juicy Couture które widzicie powyżej. Długo zastanawiałam się nad tym zakupem, ale piękny flakonik i cudowny zapach sprawiły że się zdecydowałam. Pachnie naprawdę niesamowicie delikatnie ze słodką nutą, ale nie jest to taka mocna słodkość. Na plus jest też trwałość, bo na ubraniu woń zatrzymuje się nawet na kilka dni.


Tutaj oczywiście pewnie będzie zastanawianie się po co mi płyn micelarny, skoro się nie maluję? Otóż - tak, owszem nie maluję się, ale bardzo lubię przecierać twarz od czasu do czasu tym płynem. Z tego co zdążyłam zauważyć, poleca go bardzo dużo osób.. Nie jest oleisty, łatwo zmywa, koi i nie wysusza mi mocno skóry twarzy. Obok widać mojego twarzowego ulubieńca! Tonik ogórkowy to coś, co kocham. Nie dość że świetnie pachnie, to do tego chłodzi i orzeźwia.


Skorzystałam z okazji będąc w Arkadii w Warszawie i postanowiłam zajrzeć do (wtedy) nowo otwartego ' the body shop'u '. Nie myślałam żeby coś kupować, ale nagle w oczy wpadła mi fajnie wyglądająca mgiełka do ciała. Zapach świeżych truskawek który poczułam po zdjęciu korka.. AH! Musiałam ją kupić! Od tamtej pory gdziekolwiek idę, zawsze wrzucam ją do torby. 


Dopóki żel do mycia twarzy firmy Iwostin nie wpadł mi do rąk, moim numerem jeden był ten który widzicie powyżej. Już nawet pomijając fakt, że kocham produkty nivea, to sprawdzał się świetnie. Fajnie odświeżał, pielęgnował cerę i na dodatek bardzo fajny zapach, który na twarzy utrzymuję się cały dzień! 


Ten żel kupiła moja mama. Właściwie mamy jeszcze jeden taki, ale tamten jest waniliowy i według mnie strasznie śmierdzi. Ten aloesowy który widać na zdjęciu ma tak obłędny zapach że od razu się w nim zakochałam. 


Teraz trochę o nawilżaniu skóry, bo moja jest niesamowicie sucha co często wiąże się z przymusem pielęgnacji na wyższych obrotach, w podwójnych ilościach. Wallness były na przecenie i skusiłam się na nie jeszcze przed wyjazdem nad morze. Jestem jakaś chora na punkcie tych zapachów, bo ciągle o tym piszę, ale ten waniliowy balsam do ciała ( po lewej ) jest oszałamiający. Pachnie jak budyń waniliowy i zapach bardzo długo utrzymuje się na ciele. Kiedy moja skóra jest jak tarka z przesuszenia, to w ruch idzie olejek ( po prawej ), który najpierw należy rozgrzać w dłoniach, a następnie nałożyć na osuszoną skórę. Duet idealny! Jak tylko będę w rossmann'ie zaopatrzę się w te kosmetyki!


Jeśli się spieszę, a koniecznie chcę nawilżyć skórę to używam niezawodnego masła do ciała z tutti frutti. Ostatnio postawiłam na ten zapach, ale kolejnym razem kupię jakiś inny, dla odmiany. Ale ten kosmetyk to dla mnie totalny must have! Uwielbiam smarować moje ciało masłem, bardzo szybko się wchłania!


Mając na uwadze ręce, muszę Wam powiedzieć, że od kiedy pamiętam, to nigdy nie użyłam innego kremu do rąk niż te z ziaji! Najczęściej kupowałam ' kozie mleko ', ale obecnie mam zapach kokosu i również jestem zadowolona. Super nawilża, dobrze się wchłania i nie pozostawia wrażenia klejących rąk.


Żele antybakteryjne z b&bw to coś bez czego nie ruszam się z domu! Po pierwsze zapach! Po drugie konsystencja, po trzecie design. Przy okazji, czy któraś z Was ma te specjalne przywieszki do torby w które można włożyć ten żel? Albo może wiecie gdzie mogę takie dostać? 

RECENZJA GLOSSYBOX'A sierpień 2014
Zacznę od trzech produktów z pudełka, które zdobyły u mnie 10/10!

Jeżeli ktoś czyta całego tego posta, to mógł się już domyślać po tym co napisałam wyżej, że Iwostin to zdecydowanie najlepszy produkt jaki miałam okazję wypróbować w box'ie. Ma świetną konsystencję, dobrze się rozprowadza, szybko zmywa. Fakt że nie pachnie zbyt ciekawie nie stanowi dla mnie problemu i będę kupować ten żel. Jak dla mnie jeden z lepszych produktów kosmetycznych jakie kiedykolwiek wpadły w moje ręce! Strzał w 10!


Z lakierem matującym nie rozstaję się od miesiąca. Nakładam go na wszystkie lakiery jakie mam. Najczęściej jednak używam go na czarny lakier i super się to prezentuje. Szybko wysycha na paznokciu i długo się utrzymuje. Jestem na tak.


Trzeci i zarazem ostatni produkt który mieści się w najwyższej punktacji, to ręcznie robione mydełko. Ulubieniec mojego chłopaka! Nie jeden raz widziałam takie mydła, czy to na stoisku czy w drogerii. Gdybym wiedziała jak dobrze myją i nawilżają dłonie, to już dawno bym się na takie zdecydowała! Zapach sprawił że całe pudełko zalatywało taką orzeźwiającą wonią pomarańczy & chilli. Niesamowite!

Balsam do ust z organique w prawdzie pachniał jak prawdziwy pomarańczowy sorbet i był tak słodki że każdorazowo po wysmarowaniu się zlizywałam go z ust, ale muszę dać minusa za to że po prostu spływał mi z ust. 

Rozświetlający krem liftingujący nie był używany przeze mnie, ale przez moją mamę i wczoraj wypytałam ją jak się sprawdzał. Powiedziała że efekt jak najbardziej był zadowalający, ale odjęła punkt przez to że bardzo długo się wchłaniał. 

Balsam na suche miejsca.. hm tutaj ciężko mi cokolwiek powiedzieć, bo używałam go bardzo rzadko. Czasem smaruję nim suche miejsca, ale jest strasznie lepki i klei się. Za to plus że jest mały i swobodnie można wrzucić go do torby kiedy się gdzieś idzie. 

 Te korektory użyłam max. 2 razy. Ich cena jest przerażająca, bo jest to 86zł i na pewno nigdy się na nie nie zdecyduję. Firmy zupełnie nie kojarzę. Na minus jest także to że bardzo trudno jest nabrać korektor na palec, potem trochę się szarpałam żeby go rozsmarować, ale cienie pod oczami kryje, tak mówi mama.

Mała tubka witaminowego kremu nawilżającego. Szkoda że trochę śmierdzi i szczerze mówiąc używałam go chyba tylko raz by sprawdzić jak się spisze. W mojej opinii zyskał 7/10, bo niczym mnie nie zachwycił. Nic specjalnego!

Uf, wreszcie wpis skończony! Mam nadzieję że podoba Wam się taki sposób przedstawiania kosmetyków na moim blogu? Czy ktoś z Was używał któregokolwiek z tych wszystkich produktów? Może macie zupełnie odmienne opinie? Chętnie dowiem się jakie jest Wasze zdanie! Do napisania.

10 września 2014

a place of peace and rest


W miarę upływu czasu, moje poglądy na różne tematy zupełnie się zmieniają. Założę się że osoby, które czytają mojego bloga od dawna doskonale wiedzą że za lasem nie przepadałam. Aż nie chce mi się wierzyć, że jako dziecko spędzałam tam tak dużo czasu. A wszystko dlatego że moja mama to zapalona grzybiara! W lesie mogłaby siedzieć nawet 7/8 godzin. Ja natomiast kiedy myślę o godzinnym chodzeniu obijając się o wystające gałęzie w obawie że za chwilę wejdę w pajęczynę i jakiś pająk będzie po mnie chodził - mówię stanowcze nie! Nic nie zmusiłoby mnie do pojechania tam gdyby nie możliwość zrobienia wielu interesujących zdjęć. Las daje świetne możliwości fotograficzne. Można robić tam zdjęcia naturze, zieleni, ale także wykorzystać jako tło do sesji. W sumie nie wiem skąd u mnie siły i jakakolwiek ochota by wstać z łóżka, bo od poniedziałku jestem chora. Mam wrażenie że ktoś wbija mi w gardło stos szpilek i każdorazowe przełykanie to dla mnie koszmarny ból. Miałam zamiar nie wychodzić z domu do soboty aby wyzdrowieć na przyjęcie urodzinowe bliskiej mi osoby. Na szczęście pogoda dziś dopisała, ja pooddychałam świeżym, czystym, leśnym powietrzem i czuję się całkiem nieźle. Wzięłam prysznic i zaraz lecę zrobić sobie kisiel z owocami. Na koniec powiem Wam, że pomimo niechęci, braku czasu, może lęku czy strachu - do lasu iść warto! Chyba trochę zmienię zdanie na temat lasu i będę tam bywała czasem ze względu na chociażby zdrowie!


Co kilka kroków, mimo mojej ogromnej torby na ramieniu z ciężkimi obiektywami i akcesoriami, aparatu zawieszonego na szyi oraz kija który w lesie zawsze muszę mieć w ręku, to musiałam schylać się po grzyby! Było ich bardzo dużo. Wy też byliście już w tym roku na grzybach, bądź w lesie, tak jak ja tylko po to by zrobić kilka zdjęć?