4 grudnia 2016

phone photos from last days


Obecnie mamy taki czas, którego ja najbardziej nie lubię. Mam tu na myśli miesiąc przed świętami, kiedy to na uczelni i ogólnie w każdej dziedzinie mojego życia robi się kocioł. Dodatkowo w tym roku mały wyjątek - pisanie pracy licencjackiej. Nie wiem czy jesteś tu nową osobą, czy stałym bywalcem, ale jeśli nie wiesz to tak, obecnie kończę studia na kierunku administracja. Dla niektórych to koliduje z moim powołaniem, dla innych jest to zupełnie obojętne. Słuchajcie, owszem, poszłam na te studia, bo nie widziałam siebie w tamtym momencie w jakimś konkretnym, bliżej określonym miejscu - po prostu. Poszłam, bo poszłam. Ale teraz z pryzmatu czasu, kiedy tam na to patrzę, był w tym sens. Póki co nie chcę o tym opowiadać, bo na 100%, bo zakończeniu 3 roku opiszę wam tu wszystko nieco dokładniej i odpowiem na wasze wątpliwości. Teraz nie chcę tym zatruwać. Oprócz ciężkiego czasu jaki nastał, czyli zebrania się do pisania tych kilkudziesięciu stron, mam jeszcze sporo nauki i pracuję. Już wielokrotnie o tym wspominałam, ale żeby podkreślić to tak dobitnie, powtórzę się jeszcze raz - nie ogarniam! Chyba to określenie opisuje mnie w momencie w jakim się znajduję. Z jednej strony chciałabym już święta, bo szykuję się coś wyjątkowego na ten czas, o czym na pewno się dowiecie. Ale z drugiej, jak pomyślę co będzie jak wrócę po tym 2-tygodniowym leżeniu... szkoda gadać. Postanowiłam że ferie spędzę na pisaniu pracy i każdy wolny moment na to poświęcam. Muszę odmawiać każdej osobie, która próbuje się do mnie dostać poprzez telefony i sms'y. Nie mam życia towarzyskiego, nie spotykam się ze znajomymi. Ponieważ? Nie wyrabiam się. Problemem stało się już nawet spotykanie z chłopakiem. No dobra. Może źle to ujęłam, nie tyle problemem, co bardzo dużym wyzwaniem, jakkolwiek to brzmi. Takie są fakty. Uwierzcie mi że łatwo nie jest. Chociaż już w wakacje zdawałam sobie sprawę z tego, jak będą wyglądać moje 2 ostatnie semestry na tej uczelni. Dodatkowo doszła ta praca - cudowna, wymarzona, wyśniona, która jednak zabiera sporą część z życia. Ale wiecie co? Myślę że warto! Przemęczę się, aby później mieć łatwiej. Naszło mnie na jakieś przesadne rozczulanie i pisanie, ale to nie jest moment na to! Obiecuję że będzie niebawem post, gdzie się rozpiszę, ale teraz przejdźmy już do tematu. To co najbardziej tutaj lubicie, zdjęcia z telefonu. Zapraszam do przejrzenia i poczytania.

moja pierwsza zima w pracy (Instytut Fotografii) & codzienna kawa zbożowa z kawałkiem ciasta drożdżowego z wiśnią // zima w stolicy i niespodziewany śnieg // ktoś mnie widzi? 

28 listopada 2016

Fotoksiążka


Od mojej ostatniej wizyty na blogu, a właściwie od ostatniego posta coś się tutaj zmieniło. Widzę aktualizację strony, inną czcionkę i układ w ustawieniach. Czy to dobrze? I tak i nie. Ale dzisiaj nie o tym. Otóż jakiś czas temu zaczęłam zastanawiać się nad stworzeniem swojej własnej, niepowtarzalnej fotoksiążki. Pewnie każdy kto gdzieś tam interesuje się fotografią, w pewnym momencie staje przed takim wyborem. Później to odłożyłam na dalszy plan, bo nie mogłam zdecydować się co do fotografii, a dodatkowo bałam się o jakość. I wiecie co? Dobrze że poczekałam. Udało mi się trafić na stronę firmy: saal-digital.pl, gdzie tak jak to opisują, można znaleźć profesjonalne foto produkty w imponującej jakości. Weszłam an tę stronę, bo jako że na facebook'u posiadam stronę z własnymi zdjęciami, to saal pojawiło mi się w reklamach (z tego co pamiętam). Chciałabym pokazać wam zawartość książki od a do z wirtualnie, bo niestety nie jestem w stanie zrobić tego inaczej, a uwierzcie mi, wygląda jeszcze lepiej. Nie mam w zwyczaju chwalić czegoś, co mi nie przypadło do gustu, o tym już wiecie. A tu z pełnym przekonaniem mówię tak!

dżinsowa kurtka marzeń - tutaj 

21 listopada 2016

Podwodna sesja - efekty


Ostatni post 10 listopada? Dobra, przyznaję się. Zapuściłam pisanie bloga. Jestem tego świadoma i wielokrotnie wam powtarzam że mam teraz w życiu taki czas, gdzie nie mam czasu na nic. Jakkolwiek dziwnie to brzmi... Po prostu na głowę zwaliła mi się masa obowiązków i próbuję jakoś z tym walczyć. Wmawiam sobie że dam radę ze wszystkim bez problemu, że sobie poradzę. Żyję nadzieją, że za kilka miesięcy powiem, warto było robić to wszystko. Wiecie jak jest. Nie będę się tutaj tłumaczyć, chociaż nie powiem bo 11 dni różnicy między postami, to niemalże dwa tygodnie i strasznie nad tym ubolewam. Ale tak już mam, że nie lubię pisać, aby pisać. Po prostu. Musicie przygotować się na to, że przez kilka kolejnych miesięcy mój blog nie będzie funkcjonował tak jak zwykle. Musicie uwierzyć mi na słowo, jest ciężko! Ale nie chcę o tym teraz pisać, także przejdźmy do tematu posta. Sesja pod wodą! Wreszcie są, możecie je zobaczyć. Ale zanim to się stanie, błagam - przeczytajcie co mam tu do powiedzenia. Otóż, te zdjęcia nie będą takie, jak wszystkie inne. Od samego początku, zanim jeszcze wzięłam aparat do ręki, wiedziałam że jakość i szalony zachwyt mnie nie dopadnie. A dlaczego? Dlatego że tak jak wy, jestem tutaj przyzwyczajona do jakości lustrzanki, czego po cyfrówce nie można się spodziewać. No dobra, można, ale nie aż takiej dobrej jak lustrzankowa. Życie. To nie zmienia faktu że marzyłam o tej sesji od dawna i jestem dumna że się udało. Zdjęcia mają wywołać w was emocje z szuflady z podpisem: magia, niedopowiedzenia, światło i cienie. I to mi wystarczy. Dajcie znać czy to poczuliście i koniecznie wrzućcie swoje trzy grosze w komentarz, pisząc jak wyszło. Dodatkowo zaległe kilka ujęć z kulis na początek.

10 listopada 2016

Sesja zdjęciowa pod wodą - spełniłam marzenie!


No i nadszedł ten czas! Zdjęcia zza kulis gotowe, więc mogę powiedzieć wam kilka słów o moim ostatnim fotograficznym projekcie. Nawet nie wiem od czego zacząć, bo bardzo dużo ciepłych słów kieruje mi się na klawiaturę. Przede wszystkim po raz kolejny chciałabym podziękować każdej osobie jaka wsparła mnie w dążeniu do spełnienia tego marzenia. Nawet nie macie pojęcia jak każdy kto w tym uczestniczył mi pomagał. Wszyscy wierzyli, nie mogli się doczekać, za wszelką cenę chcieli żeby wypaliło. Ja to zaczęłam, a z pomocą masy ludzi - zrobiliśmy coś wielkiego! Do tej pory nie wierzę i jestem w ogromnym szoku. Co prawda w dniu sesji nie czułam się najlepiej, ale kilka dni wcześniej robiłam wszystko żeby choroba odpuściła, ba! Nie poszłam przez to na imprezę, brałam krocie tabletek i proszków żeby się wykurować. Nie jestem w stanie opisać jak bardzo mi zależało i jak za wszelką cenę chciałam tego dokonać. Skąd pomysł? Lubię robić inaczej. Chodzi o to że w dobie tych wszystkich 'fotografów' znudziło mi się ciągłe robienie tego co w sumie teraz robi większość. Nie chce iść tam gdzie cały tłum i ta foto-szopka.. nie mam też zamiaru obrażać w ten sposób nikogo, ale ja po prostu lubię tworzyć coś, co albo jeszcze nie powstało - albo tak jak sesja w basenie, nie każdy w stanie jest to zrobić. Mam nadzieję że też jesteście tym podekscytowani i czekaliście niecierpliwie na ten backstage, który siłą rzeczy jest wyjątkowy. Czekaliście? To super! Bez dalszej, myślę zbędnej gadaniny przejdziemy do zdjęć, których jest tym razem ogrom!!! Jednak ze względu na ilość postanowiłam go podzielić na dwie części. W dzisiejszej zobaczycie ich połowę i film, a w kolejnej drugą część i efekty sesji. Myślę że to nie jest najgorszy pomysł, bo jest ich bardzo dużo.

7 listopada 2016

phone photos from last days


Prężnym krokiem przechodzimy do kolejnego posta, którym są zdjęcia z telefonu. Jak to ja, co jakiś czas lubię zrobić update tego wpisu. Sami wiecie że robię ich bardzo dużo, a taki telefoniczny pamiętnik na moim blogu cieszy się nie małym zainteresowaniem, co sprawia mi ogromną radość. Żeby nie przedłużać, po prostu dodam zdjęcia i jak zwykle postaram się do nich odnieść w kilku słowach. 

 pokochałam tą narzutę całym moim serduszkiem i w sumie mogłabym nosić każdego dnia - jeśli kogoś to interesuje znalazłam to cudo: tutaj
ostatni miesiąc był obfity w jedzenie na dowóz - jak nie pizza, to sushi! Jeśli chodzi o to drugie, to chyba w tym momencie najbardziej lubiane przeze mnie żarcie. Uwielbiam sushi, a jeśli zamawiacie w Warszawie tak jak ja, to bardzo polecam wam 'Sushi Wola'. Pięknie zapakowane i smaczne!

2 listopada 2016

sesja zdjęciowa w opuszczonej fabryce


Jako że zawsze jestem ciekawa nowych miejsc, jeśli chodzi o sesje zdjęciowe, to niedawno postanowiłam wybrać się z Martyną do opuszczonej fabryki i stworzyć coś tanecznego. Jeśli mam być szczera, to nie był to strzał w 10! Po pierwsze - pogoda, tego dnia było okropnie zimno. Po drugie - korki, stałam chyba z 30min. bo dojazd do miejsca, gdzie się wybrałam cały czas był zablokowany. Wiało, padało, a na domiar złego w tym samym czasie jakaś banda chłopaków zdecydowała się nagrywać tam gdzie my chciałyśmy robić zdjęcia. Myślałam że przełamiemy schemat że wszystkie zdjęcia taneczne mają być subtelne, najlepiej w plenerze i owiane nutką kobiecości. Chciałyśmy nadać temu jakąś sprzeczność i dowalić od siebie ciemny ciuch i nieuporządkowaną scenerię. Nie wyszło najlepiej i powiem wam szczerze, że chyba jednak zostanę przy opcji subtelnej. Jednak było to jakieś doświadczenie i nauczka, więc w sumie nie żałujemy. Każda kolejna sesja, przynosi nowe doświadczenie, nową świadomość, nowe okoliczności. Może akurat ta - miała nas nauczyć, że wizji tancerki w pięknej otoczce wdzięku nie należy przełamywać? Mimo wszystko postanowiłam dodać backstage i kilka ujęć jakie w miarę się według mnie nadają.

28 października 2016

Your body, your choice!


Do tytułu tego posta, postanowiłam posłużyć się przesłanką ze strony shiny box'a. Wasze ciało, wasz wybór. Dzisiaj trochę o tym co myślę na temat sportu, a przy okazji zawartość pudełka od shiny, która totalnie zaskoczyła mnie ilością kosmetyków! Szczerze przyznam, że nie czuję tego typu postów i myślę o całkowitym usunięciu ich z obiegu bloga. Nie chcę robić nic wbrew sobie, a przyjmowanie dobroci, tylko dla własnej korzyści nigdy nie było moim założeniem. Nigdy! Dlatego muszę przemyśleć tą sprawę, ale również was proszę o ukazanie swojego poglądu w komentarzach. 

20 października 2016

kulisy i efekty sesji z siostrą


Nie odzywałam się dość długo, bo mam sporo na głowie. Jednak nie będę się tłumaczyć, bo wchodzę tu jeśli tylko mam czas i ochotę by napisać. Zresztą wiecie o tym. Dzisiaj wreszcie odbiegamy od monotonnego już trochę tematu Wrocławia i wbijamy prosto w kulisy sesji zdjęciowej! Zmiany! Chciałabym od tej pory dodawać backstage sesji na bloga, ale nie tylko.. również efekty końcowe. Znudziło mi się masowe wrzucanie zdjęć na facebook'a. Często dopytujecie na blogu kiedy dodam posta z gotowymi zdjęciami, nie każdy wie że mam do tego osobną stronę. Podjęłam decyzję że po prostu na stronę będzie wpadać kilka według mnie najlepszych zdjęć. Natomiast reszta systematycznie będzie podpinana pod post z backstage. Tutaj i jakość będzie lepsza i wszystko zobaczycie w jednym. Uszczęśliwi mnie fakt, że może was zainspirowałam czy coś w tym rodzaju. Zmiany są potrzebne, szczególnie te na lepsze. Zobaczymy jak ten system będzie się sprawdzał, co myślicie? Wyrażajcie poniżej swoje zdanie, bo wbrew pozorom, będzie brane pod uwagę! A tymczasem przejdźmy do samej sesji. Jeśli chodzi o moją koncepcję, zainspirowana była tym co znalazłam ostatnio w internecie. Strasznie spodobała mi się opcja brokatu na ciele, nie ważne jakiego i gdzie! Musiałam wykonać taką sesję i nie było innej opcji. Osobą, która zazwyczaj zgadza się na takie eksperymenty i dla zdjęć jest zdolna zrobić naprawdę wiele, jest moja siostra Kinga, którą już doskonale znacie. Zrobiłyśmy razem koło 30 sesji. Także zapraszam na backstage i efekty sesji z moim ukochanym motywem roślin i brokatem w tle! ps. jeśli mam być szczera, to uwielbiam te klatki. 

14 października 2016

Wrocław (phone photos)


Pędzę z kolejnym postem, a dlaczego? Dlatego że mam trochę nowego materiału i nie mogę robić samej sobie pod górkę. Zastanawiałam się czy dodawać ten post, czy powielać wszystko o czym już zdążyliście tu przeczytać jeśli chodzi o Wrocław.. ale koniec końców, postanowiłam zrobić podsumowanie całego wyjazdu i to co lubicie tu najbardziej, czyli zdjęcia z telefonu zostawić na sam koniec. I jestem! To ostatni post z wyjazdu. Obiecałam sobie, że jeśli teraz gdzieś pojadę, skracam robienie zdjęć do minimum (swoją drogą, u mnie minimum i tak będzie ogromne!). Skrócę sobie wodze, postaram się mniej - a obficiej. Tymczasem zapraszam do relacji z telefonu, a na końcu napiszę podsumowanie tego wyjazdu i swoje spostrzeżenia. 

Stara Pączkarnia // kwiaty<3 // rower w Galerii // Zupa // Pizzeria na Szewskiej

11 października 2016

zielone zakątki Wrocławia


Prężnym krokiem przechodzimy do przedostatniego posta związanego z wrześniowym wyjazdem do Wrocka. Dlaczego już dzisiaj go wrzucam? Chcę to już zakończyć i zacząć pisać na różne inne tematy, które chodzą mi po głowie. Dla tych którzy nie mają snapa - od tej pory prosiłabym was żebyście tutaj przybywali spod adresu plapart.pl! Wszystko co dotyczy tej sprawy pojawi się wśród najbliższych wpisów. Po drugie zastanawiam się czy nie dodać wpisu na temat sportu, ćwiczeń itp. Mam tu na myśli żeby przedstawić wam moją postawę jeśli chodzi o ten temat. Powiedzieć co uważam, co robię i jak to jest u mnie, a przy okazji pokażę powiązane z tematem pudełko od shiny, gdzie podjęli współpracę z jatomi i wyszło z tego sporo ciekawych produktów. Dajcie znać co sądzicie. Koniecznie. Ale teraz już nie przedłużam, bo widzę że ostatnio wychodzą mi małe eseje z tych 'kilku zdań'. Jako ostatni post z serii 'Wroclove', zaplanowałam ogrody, zieleń, naturę, czyli coś co niezmiennie, od zawsze kocham. Zwiedziliśmy sporo ogrodów, parków i miejsc gdzie można było podziwiać przyrodę, toteż będziecie mieli co oglądać. W trakcie tekstu będę się wcinać jeśli przypomni mi się jakaś anegdotka dotycząca konkretnego miejsca.