25 lutego 2017

efekty i film


Nie chcąc zapychać poprzedniego i tak obszernego posta, stwierdziłam że najlepiej będzie dodać osobny w którym również dostaniecie przekierowanie do najnowszego filmu na moim kanale gdzie właśnie razem z bohaterką zdjęć, czyli moją kuzynką (siostrą, jak zwał tak zwał) opowiadamy o wspólnej fotograficznej przeszłości, o spostrzeżeniach i wszystkim co uznajemy za dość istotne do przekazania. Trzy sesje o których pisałam w poprzednim poście są już gotowe do tego, by ujrzeć światło dzienne. Tak jak zapowiadałam całość efektów będzie się pojawiać tu na blogu, a niektóre ze zdjęć uznane przeze mnie jako warte zobaczenia dorzucę na Photographs by Plapart na facebooku. Mam nadzieję że skoro tu jesteś to znasz tą stronę, zarówno jak mojego tumblr'a, gdzie tworzę swoje piękno w sieci. Miejsce które uwielbiam i to w nim kolekcjonuję wszystko co ładne i schludne, co uważam za warte wyróżnienia, więc jeśli jesteście ciekawi to zapraszam was tam! 

19 lutego 2017

3 w dwa dni


Post czeka w zapisanych ale nie opublikowanych, bo oczywiście nie miałam momentu żeby go wrzucić. W tygodniu była u mnie moja kuzynka, którą doskonale pewnie kojarzycie z wielu zdjęć z naciskiem na sesje zdjęciowe na tym blogu. Zazwyczaj jak się spotykamy staramy się jakąś cząstkę czasu poświęcić na fotografię. Tym razem nie było inaczej, bo zrobiłyśmy aż 3 sesje zdjęciowe i do tego nagrałyśmy nawet film! Dawno nie miałam tak pracowitych 24h, bo w nocy spałyśmy rzecz jasna. Zauważyłyśmy jedno - im mniej się go ma, tym więcej jest się w stanie zrobić. Wiele razy kiedy w świadomości leży nam fakt, że jeszcze tyle czasu że na spokojnie damy radę, to zazwyczaj jej nie dajemy. Tak już jest. Zawsze kiedy obydwu nam zależy na tym żeby się udało, udaje się. Wstałyśmy nawet o 7 rano, żeby na spokojnie zdążyć zrobić konkretne klatki, które bardzo zależały od światła i dostępnego dla nas czasu. Niestety jeszcze nie dorobiłam się własnych kątów w których mogłabym co chcę i kiedy chcę tworzyć. Wspomnę również że według mnie nadal, niezmiennie najlepiej wychodzi spontan i nie mam tu na myśli sesji wymyślonej w przeciągu 15 minut, ale też nie taką którą ustala się na kilka miesięcy w tył. Myślę że jeśli zbyt mocno spinamy się nad zrobieniem zdjęć, zazwyczaj nic z tego nie wychodzi. My z siostrą mamy taką taktykę, że spontaniczne fotografie wychodzą nam najlepiej (informacja potwierdzona!) Więc jeżeli zabieracie się do zrobienia sesji, nie spinajcie się i otwórzcie umysł żeby złapać to, co macie ochotę złapać!

13 lutego 2017

kilka dni


Mam wrażenie że mój blog zamienił się w pamiętnik telefoniczny. Co drugi post to zdjęcia z telefonu. Cóż, szczęście że lubicie takie czytać i oglądać ( z tego co mi wiadomo). Myślę że bez obaw tego typu wpisy można podciągnąć pod te z życia codziennego. Obecnie sytuacja wygląda tak, że nie noszę aparatu non stop, a ten komórkowy daje radę, więc często się nim posiłkuję. Uwierzcie mi że staram się jak najlepiej odzwierciedlać na zdjęciach to, co się dzieje, ale czasem jest ciężko. Zauważyłam że moje życie toczy się ostatnio 3/4 pracą, a reszta to mój chłopak na zmianę ze studiami. Żeby nadrobić z tym co obecnie, koniecznie muszę wam napisać o tym co się działo. Na przełomie stycznia i lutego miałam okazję fotografować studniówkę i półmetek, co było dla mnie ciekawym doświadczeniem. Jak już wspominałam, rzadko zgadzam się na takie propozycje i nie dlatego że nie chcę, po prostu taki rodzaj zdjęć, czyli typowy reportaż nie jest mi na co dzień bliski. Jednak miałam ochotę spróbować i zupełnie nie żałuję, bo obie imprezy wyszły na +. Na uczelni miałam poprawkę, ale nie przez wzgląd na to że słabo się uczę czy coś, nie będę wam tego tłumaczyć, bo ci, którzy to przechodzą, na pewno wiedzą o co chodzi. Na szczęście dzisiaj miałam ostatnie zaliczenie, któremu udało się sprostać i jestem do przodu! Na 6, czyli moim ostatnim semestrze mam plan z 2 różnymi zajęciami i wf. Przy czym warto wspomnieć że jest tego generalnie bardzo mało, więc czasu wolnego od cholery. Wreszcie będę mogła poświęcić się totalnie licencjatowi, który jest w trakcie pisania (piszę go sama w 100%) i pracy. Dodatkowo wolne chwile będę zapełniała sesjami zdjęciowymi. Brakuje mi tego, bo zima zawsze tworzy pewien przestój. Na całe szczęście jutro będzie u mnie już moja siostra, więc postaramy się zrobić jak najwięcej i oczywiście jak najlepiej. Czas żeby odetchnąć, bo nowy semestr już za pasem!

6 lutego 2017

Instax Cafe


Jeśli dobrze się zastanowicie to przypomni wam się że swojego czasu lubiłam pisać o ciekawych miejscach w Warszawie, które w jakiś sposób mnie do siebie przyciągnęły. O odwiedzinach w miejscu które dzisiaj zobaczycie, myślałam już bardzo, bardzo długo. Właściwie to odkąd zaczęło istnieć, czyli od 6 grudnia! Niestety nie mogłam być na evencie otwierającym Instax Cafe, bo byłam wtedy czymś zajęta, ale w tym momencie za nic w świecie nie jestem w stanie sobie przypomnieć czym. Nie istotne. Zacznijmy od tego, że bardzo cenię otwartość wszelkiego rodzaju miejsc na media i blogerów, a właściwie całą tę internetową sferę. Napisałam do nich kilka dni temu, a odpowiedź otrzymałam bardzo szybko - wpadam do was - super, wpadaj. To było coś na tej zasadzie. Z lekką nawiązką, bo przywitała mnie pyszna zimowa herbata i odbyłam rozmowę z cudowną Martą, która wszerz i wzdłuż, najdokładniej jak potrafiła, wyjaśniła mi zarys całego projektu. Moja głowa pękała przez ogrom informacji, ale takie osoby sobie cenię! Poszłam tam - dowiedziałam się multum ciekawych rzeczy - ba! Nawet foty sobie pstryknęłyśmy i nie - nie były to tylko te z telefonu, ale za to najlepsze na świecie polaroidy. Coś mnie tam ciągnęło, bo uwielbiam ten rodzaj fotografii, dlatego stanowczo stwierdziłam że muszę się tam pojawić. Plan był inny, ale nie włożyłam baterii do drugiej lustrzanki przez co zrobiłam tylko 50% tego co chciałam, ale nie ważne! Przecież to znakomity powód żeby pojawić się tam kolejny raz. Przejrzyjcie teraz kilka zdjęć i widzimy się trochę niżej... 

30 stycznia 2017

zdjęcia na studniówce


Może to głupie, ale mam ostatnio ogromne problemy z wymyślaniem odpowiednich tytułów do postów. Nie mogę dobrać słów, mam zbyt dużo myśli i za wiele krąży mi po głowie. Na obecną chwilę pisanie tutaj jest ostatnią z rzeczy jaką powinnam robić, ale cóż. Mam ochotę - piszę! W minioną sobotę miałam okazję kolejny raz doświadczyć bycia reporterem z aparatem w ręku. Jeśli o mnie chodzi, rzadko bywam w roli fotografa na imprezach okolicznościowych. Głównym powodem jest brak czasu i poczucie bezsensu w robieniu czegoś z czym na co dzień nie ma się do czynienia. Do tego dochodzą sprawy czysto techniczne - sprzęt. Jako że już od dobrych kilkunastu miesięcy w moich rękach przewija się Olympus, to i tym razem stwierdziłam że nie może go zabraknąć przy moim boku. Sam korpus, jak i reszta sprzętu została dobrana typowo pod potrzeby imprezy, aby wszystko grało i śpiewało jak należy. Jaki wyszedł efekt końcowy? Tego niestety bezpośrednio się nie dowiecie, ponieważ nie wrzucę zdjęć osób, które być może nie wyrażają na to zgody. To zrozumiałe. Ale musicie uwierzyć mi na słowo, że jest kosmos! Nie jestem w stanie pojąć jak bardzo aparat jest w stanie nas zaskoczyć.. zdjęcia które oglądałam na laptopie wyszły według mnie całkiem przyzwoicie i jak na moje liche w tym temacie doświadczenie, nawet nieźle sobie poradziłam. Skromna też jestem, haha. Co tu pisać? Pokażę wam ogólny obraz imprezy, a później przejdziemy do meritum, czyli trochę o sprzęcie i specyfikacji! 

23 stycznia 2017

phone photos


Czy ktoś może powiedzieć dlaczego czas ucieka mi przez palce tak szybko? Nie jestem w stanie pojąć że zatrzymałam się na 01.01, a obecnie mamy już 23 stycznia! Niesamowite. Pewnie myślicie że przyszłam i będę się tu teraz żalić i przepraszać za obecność tak cienką jak nigdy dotąd? Nie, nie będę. Mój blog, to także mój pamiętnik. Publiczny, bo publiczny, ale jednak. Nie mam zamiaru wylewać tu złości na siebie jaka to ja jestem blogowo nie pilna. Otóż są w życiu każdego z nas momenty, że się po prostu nie ogarnia, a tempo dnia nieubłaganie mija. Właśnie to teraz przechodzę. Moje funkcjonowanie opiera się na pójściu na uczelnię, do pracy. Ewentualnie szybkich spotkaniach ze znajomymi, na które zresztą też go nie mam. Nie myślałam że w pierwszym miesiącu 2017 dodam dwa posty. A jednak! Stało się, żyjemy dalej. Już kiedyś wam pisałam że chciałabym sprowadzić bloga na taką bardziej życiówkową formę, jaką miał dawno temu. Zauważyłam że lubicie posty codzienności i stwierdziłam że skoro nie mam zbytnio o czym tu pisać na ten moment, to po prostu będę tworzyć 'post z dzisiaj', gdzie wrzucę jakieś zdjęcia, czasem. Nie będę nic obiecywała, bo nie chcę żebyście się zawodzili. Wiem że niektórzy lubią tu wchodzić, czytać i naprawdę staram się jak mogę. Aktualnie w moim życiu panuje lekki chaos, którego nie jestem do końca świadoma, ale jedno jest pewne - to minie. Prędzej czy później, ale minie. Wtedy może uda się być na bieżąco. I wiecie co? Uwielbiam to, że moje podejście od 7 lat jest takie samo. Nie mam dużych zobowiązań blogowych, pokazuję to - co uważam za warte polecenia i piszę tylko tyle ile chcę. Bez wyzwań, bez przymusu. Myślę że to jest mój sposób na blogowanie! Nie robić nic pod publikę i na siłę. Od zawsze. Taki krótki wywód na początek. Bardziej się może rozwinę w jakimś poście poświęconym przemyśleniom, a teraz zapraszam was na zdjęcia z telefonu, które udało się zebrać z ostatnich dni.

16 stycznia 2017

Rzeczy fajne


Musicie przyznać że te ponad dwa tygodnie kiedy mnie nie było są imponujące! Szczerze? Nie mam pojęcia kiedy i jakim cudem tak szybko, to minęło. Święta w górach i sylwester minęły mi świetnie. Bawiłam się super i weszłam w nowy, 2017 rok z ogromną dawką optymizmu i uśmiechem na twarzy. Jednak wszystko skończyło się z dniem 7 stycznia, kiedy to straciłam wszystko z mojego laptopa. Wypłakałam się za każdy rok swojego życia, wymarudziłam i wymęczyłam. Powiem wam że czegoś takiego nie przeżyłam dawno.. Strasznie trudno było mi się otrząsnąć i żyć ze świadomością że już nie odzyskam super ładnie ułożonych w folderach zdjęć, co gorsza, nie wiadomo było czy cokolwiek odzyskam. Z takim brakiem przekonania żyłam przez ostatni tydzień. Nie życzę najgorszemu wrogowi, bo to naprawdę złe doświadczenie, szczególnie kiedy zdjęcia są podstawą własnej twórczości i realizowania pasji. Cóż. Mój błąd. Mam nauczkę na całe życie że wszystko należy zapisywać i trzymać na dysku.. zewnętrznym! W ten sposób chcę uargumentować swoją długą nieobecność. Natomiast bloga nie rzuciłam - nie ma takiej możliwości! To kolejny, chyba już 8 rok jak tu funkcjonuję i wiecie co? Nie znudziło mi się. Wręcz przeciwnie, chcę to rozwijać do granic możliwości, a dzisiaj przychodzę z postem tworzącym na blogu nową kategorię. Kiedyś już próbowałam taką stworzyć, ale gdzieś później o niej zapominałam i miałam inne tematy do omówienia tutaj. Tymczasem wracają. Rzeczy fajne. Dla tych którzy na snapie mnie nie mają, będą to wpisy ukazujące jakieś przedmioty, produkty itp. które bardzo polecam, bo używałam, bo się sprawdziły i tak dalej. Bez kategorii, bez konkretnych zakresów. Wszystko! 

31 grudnia 2016

Podsumowanie 2016!


Dzisiejszy dzień kończy 2016 rok! Niesamowite jak szybko minął. Jeszcze pamiętam ubiegłą imprezę sylwestrową, która swoją drogą była jedną z gorszych na jakich było mi dane się bawić. Mam nadzieję że ta dzisiejsza rozpocznie dobry rok. Co się zmieniło przez te kilkanaście miesięcy? Wiele! Moje podejście do niektórych spraw, pojawiły się nowe współprace, pomysły. Miałam okazję doświadczyć ciekawych rzeczy, a jeśli chodzi o sesje, to chyba najbardziej dumna jestem ze zdjęć pod wodą. Było to jedno z moich największych marzeń i.. udało się! Od tamtej pory jestem zdania, że jeśli bardzo się czegoś chce, to można to zrobić. Dzisiaj wszystko działa mi na złość, począwszy od tworzenia filmu z kulis sesji po raz drugi, kończąc na wyłączającym się internecie. Ale nie poddaję się! Walczę. Nie mam czasu na nic, a siedzę od rana z laptopem na kolanach i piszę tego posta. Nie chcę was zanudzać zbyt długim tekstem, dlatego przejdę do rzeczy. Wiem że lubicie takie życiowe, proste wpisy, toteż postanowiłam że ostatni post w tym roku taki właśnie będzie. Proste zdjęcia z siostrą. Będzie pomieszanie z poplątaniem. Backstage z sesji z Kingą w sylwestrowym klimacie, zawartość pudełek od shiny i wspólne zdjęcia. Poplątanie z zamotaniem, ale mam nadzieję że 2017 będzie równie pozytywnie zakręcony jak to co dzisiaj wrzucam.

29 grudnia 2016

Zakopane photo dairy


Jak wiecie, a może jeszcze nie? Całe święta, włącznie z wigilią spędziłam w górach. Już w tamtym roku rozpatrywałyśmy z mamą taki wyjazd, ale nie byłyśmy zdecydowane. Zamówiłyśmy sobie podróż dosłownie miesiąc przed. Jeśli kogoś to interesuje, to dwa posty w tył pisałam o noclegu i dojeździe. Oczywiście moim nierozłącznym duetem od jakiegoś czasu jest airbnb i polski bus. Polecam z całego serca! Jeśli chodzi o samą podróż, minęła nam o dziwo bardzo szybko i w dwie strony (przez przypadek) udało nam się usiąść na piętrze autobusu, tuż nad kierowcą. Chyba nie trzeba wspominać że widoki z tych miejsc są najlepsze? Nocleg też na sześć plus. Mieszkałyśmy u Pani Małgosi, której dom mieści się zaraz obok Krupówek i z którego dosłownie wszędzie jest blisko. Sama gospodyni bardzo przyjemna i pomocna. Więc kolejny raz powtórzę wam, że podróż z airbnb to dla mnie coś niesamowitego. Zarówno wcześniej Wrocław, jak i teraz Zakopane uważam za super udany wyjazd. Męczyłam was snapami ze śniegiem w tle i gorącą herbatą każdego dnia. Klimat gór przeniknął nas do ostatniej niteczki i uważam że to była genialna decyzja - jak to zazwyczaj w moim przypadku, na ostatnią chwilę się opłaciło. Jeśli jeszcze nie byliście w górach, nadróbcie to jak najszybciej. Kolejnym pretekstem na wyjazd będą ferie zimowe. Sama chętnie skoczyłabym jeszcze na ukochane przeze mnie narty, albo wreszcie nauczyła się jeździć na snowboardzie. Wszystko jest do zrobienia! Dodatkowo muszę wam wyznać, że podróże czegoś mnie nauczyły. Już nie biegam na ślepo z aparatem , jak to zazwyczaj bywało i nie fotografuję wszystkiego co pojawi mi się przed oczami. Staram się znajdować poszczególne miejsca, robić zdjęcia czasem, a nie ciągle. Więcej uwagi starałam się poświęcić tzw. 'tu i teraz', a fotografia była dodatkiem. Sama doszłam do wniosku że pisanie mnóstwa postów, które dotyczą jednego miejsca jest bezsensem i niechętnie czytacie każdy kolejny o tym samym. Dlatego teraz będzie nieco inaczej. Wybrałam trochę zdjęć, które uważam za godne pokazania i na koniec przygotowałam zlepek z telefonu. W ten sposób będziecie mieli wszystko przedstawione w jednym, może dość obszernym, ale jednak łączącym wszystko, poście. 

21 grudnia 2016

Wiatrem Podszyte...


Przyszedł czas na ukazanie efektów i kulis z prawdopodobnie ostatniej sesji zdjęciowej jaką wykonałam w tym roku, przez co była ona dla mnie dość wyjątkowa. Szczerze powiem, że nie jestem zadowolona z ilości zdjęć jakie w 2016 udało mi się zrobić. Chciałabym dużo, dużo więcej. Mam nadzieję że poszaleję w kolejnym, nadchodzącym roku. Zdjęcia wykonałam Olympusem PEN-F, którego zabieramy z mamą w... góry! Tak, jadę w góry, a gdzie dokładnie? Dowiecie się ze zdjęć na instagramie bądź ze snapów, także zapraszam was do śledzenia, jeśli jesteście ciekawi.