24 stycznia 2015

phone photos


Sama nie wiem czemu, ale posty ze zdjęciami z telefonu bardzo lubicie. Być może to dlatego że są typowo życiowe? Robione częściej niż posty, które dodaję raz na kilka dni? W każdym razie dzisiaj przychodzę właśnie z takim postem. Stwierdziłam że nie ma na co czekać, bo zdjęcia pojawiają się na moim telefonie w tempie ekspresowym, a miejsca na nie ubywa. Od czwartku do dzisiaj był u mnie mój chłopak. Miniony tydzień obfitował w zaliczanie na uczelni, ale ten który nadchodzi będzie jeszcze bardziej intensywny. Wybaczcie że ciągle o tym mówię, ale czuję taką potrzebę. Nie wiem za co się zabrać, a czasu coraz mniej. Jednak z drugiej strony z każdym kolejnym dniem zbliża się mój wyjazd do domu na dłużej. Już nie mogę się doczekać, strasznie tam tęsknie. Obecnie mam zamiar zająć się sprawami uczelni i przeprowadzki, która odbędzie się już w ten czwartek. Nie chcę dalej przedłużać, bo wiem że na moim blogu to zdjęcia powinny być priorytetem! Także miłego oglądania. (zdjęcia nie są ułożone chronologicznie!) 
pastel nails / new TKMaxx candle / my bed / little things.. chocolate / zaproszenie na studniówkę / tajemnicza przesyłka.. 

mam gościa! / przedsenne selfie / świeży sok z granatu i granat - kolacja


niebezpieczne robienie zdjęć podczas kierowania autem, ale za to jaki efekt!

przed sesją zdjęciową (ciężkie warunki) / herbatka u K. / little brother boy

gorąca czekolada / wreszcie mam mój indeks / najlepsze herbaty na świecie!(uzależnienie)


Warszawa nocą - jazda autobusem


kocham moje nowe kapcie!


jestem uzależniona od dziwnych skarpetek, otóż to! 

uwielbiam kluczowe bilbordy, haha / guseppe HAM, polecam! / kolejny kubek herbaty

zakupy w IKEA / śniadanie z nasionkami chai i granatem / ulubiony ciuch na ten moment!


rozładowujemy stresy przed sesją zdjęciową! 


Warszawa autobusem za dnia, powrót z uczelni 

selfie / beautiful rings / i'm totally in love with this sweater 


new book, best sandwich.. 


nie lubię chodzić w wysokich butach, ale uwielbiam je przymierzać!


wczoraj byliśmy w kinie - film " Uprowadzona 3 " - POLECAM! i koniecznie spróbujcie popcorn karmelowy, bo to mój must have na każdy seans w kinie!

21 stycznia 2015

black is always a good idea


Z góry przepraszam że tyle piszę, ale chcę wam wyjaśnić wszystko na tyle na ile się da. Na szczęście w tym całym 'kociokwiku' który obecnie panuje wokół mnie, udało się znaleźć moment (dosłownie!) na napisanie posta. Co się dzieje u mnie? Czas leci szybko, jest mi go na wszystko zdecydowanie zbyt mało. Jestem w trakcie różnych zaliczeń, rozliczeń i nauki. Uczelnia ostatnio daje mi w kość, chociażby biorąc pod uwagę poranne wstawanie i brak możliwości wyspania się na tyle, na ile mój organizm tego wymaga. Kolejny tydzień będzie strasznie trudny i szczerze mówiąc powinnam się już teraz uczyć. Czas do sesji? Tak go mało, że nawet nie pytajcie. Jak się wyprowadzić żeby to miało ręce i nogi? (tak, wyprowadzam się). Napiszę o tym niebawem. Odezwę się jak to wszystko ochłonie, nabierze normalności. Z niecierpliwością czekam na 7.02, by móc z ulgą odetchnąć. Wybaczcie mi że aktualnie moja głowa zaprzątnięta jest tylko i wyłącznie sprawami szkolnymi. Nie nudzę się, ciągle muszę ślęczeć nad książkami by jakoś zakończyć ten pierwszy semestr na studiach. I tutaj znowu się powtórzę, że najlepiej zrozumieją to ci, którzy mają podobną sytuację! Na szczęście jutro przyjeżdża do mnie mój chłopak i przez te kilka dni przez które tu będzie, mam zamiar nie robić totalnie nic. Muszę odpocząć! Przejdę już do tematu. Szczerze mówiąc obecnie czarny kolor totalnie mną zawładnął. Tak jak kiedyś nosiłam dość kolorowe ciuchy, tak teraz wolę ubrać się bardziej stonowanie, jednak nadal na luzie. Pewnie zdążyliście to zauważyć. Może ja się starzeję? Ostatnio dotarł do mnie prześliczny czarny sweter w białe paski. Zakładany przez głowę i dość luźny. Nie jest tajemnicą, że często zamawiam sobie coś z tych słynnych, azjatyckich stron i te ciuchy jak sami wiecie.. ' zdjęcia, a rzeczywistość..', no powiedzmy sobie szczerze, na żywo wyglądają dużo gorzej niż na stronach. Wielokrotnie trafiałam czy to na blogach, czy w filmikach na dziewczyny które polecały sklep romwe. A że się do mnie odezwali, to stwierdziłam że się skuszę. Jak zobaczyłam ten sweter to wiedziałam że muszę go mieć i nie ma innej opcji. Kilka dni temu wpadł w moje ręce i od tamtej pory nie mogę się z nim rozstać. O dziwo nie śmierdzi, ma super materiał i rozmiar w 100% mi odpowiada. Jestem bardzo zadowolona i myślę że z czystym sumieniem mogę go wam polecić. Tutaj macie link gdyby ktoś był ciekawy. Jestem zdania, że akurat ta część garderoby zawsze się przydaje i warto w nią inwestować. 


Doszłam do wniosku potrzebuję jakichś zmian na blogu, ale moje plany co do tego nie są jeszcze sprecyzowane. Być może tu coś pozmieniam, ale póki co muszę niestety zająć się tym co ważniejsze, ale mniej przyjemne. Do napisania!

A czy wy również jesteście zakochani w czerni? 

17 stycznia 2015

How to start the day well? Breakfast!


Dzisiaj coś ' z innej beczki ', bo powiem Wam o tym co totalnie mnie ostatnio zauroczyło. Przez przypadek kilka dni temu przeglądając internet, natknęłam się na deser w którego składzie były malutkie nasiona chia. Ale zaraz, co to niby jest? Więc zaczęłam szukać, a że internet obszerną wiedzę ma to długo moje poszukiwania nie trwały. To że chia jest krótszą nazwą szałwii hiszpańskiej raczej średnio was zainteresuje. Ale za to jakie to zdrowe! Nasiona stanowią źródło kwasów tłuszczowych Omega 3 i Omega 6 jak również wielu witamin i minerałów jak na przykład witamin E, B1, B3, wapń, fosfor, magnez, żelaz posiadają również sporą dawkę białka. Po zalaniu wodą, sokiem czy mlekiem podwajają swoją objętość i podobnie jak ziarno lnu nabierają śliskiej, glutowatej osłonki. Poczytałam, powiększyłam swoją wiedzę na ten temat i już drugiego dnia pędem ruszyłam do almy. Na szczęście w Warszawie wybór tego typu sklepów jest spory i długo szukać nie musiałam. Niestety tanie to nie jest, ale przecież nikt nie mówił żeby kupować to kilka razy na miesiąc. Jestem zdania że raz na jakiś czas można sobie pozwolić. Tym bardziej że to jest zdrowe! Warto zainwestować w opakowanie szałwii hiszpańskiej, a starczy nam na długi czas. Szczerze mówiąc nie widziałam u żadnej z blogerek żeby o tym pisała, więc może w jakiś sposób was to zainteresuje i same postanowicie spróbować. Nasionka są bez smaku, także nie ma obaw że komuś nie przypadną do gustu.


Tak prezentuje się opakowanie. Nasionka można dodawać do wszystkiego, dosłownie. Aczkolwiek osobiście uważam że najlepiej będą się sprawdzać na słodko. Wczoraj zabrałam się za robienie puddingu z chia w roli głównej. Niestety w domu miałam tylko zwykłe mleko (powinno być jakieś roślinne typu kokosowe, sojowe itp.), więc jego użyłam. Teraz podam prosty przepis na pudding trochę przeze mnie zmodyfikowany. 

składniki:

- 2 łyżki nasion chia
- szklanka mleka
- jogurt papaja&marakuja
- miseczka owocu granatu 
- płatki kukurydziane

przygotowanie: 


Do miski lub słoiczka wsypać nasiona, następnie zalać mlekiem i dokładnie wymieszać. Najlepiej żeby był to słoik, wtedy nałożymy wieko i łatwo wymieszamy składniki trzęsąc nim. Na 15 min. wkładamy do lodówki, po czym znowu mieszamy. Całość zostawić w lodówce na noc. 


Rano dodajemy tylko ulubione owoce, bądź inne składniki według własnych upodobań i możemy zajadać! Jak widać moje nasionka nie do końca wyglądają tak jak powinny, a to jest właśnie wina nieodpowiedniego mleka! Kolejny raz kiedy będę robiła to pyszne śniadanie, dodam roślinne i pokażę Wam co wyszło! Chcę nadmienić że chia jest wydajna i niewielka jej ilość może wystarczyć by się solidnie najeść, także jeśli któraś z was zastanawia się jeszcze nad zakupem, mogę w pełni świadomie polecić. Nie będziecie żałować!

W związku z tym, że może nie każdy z Was wie co to granat, inni może wiedzą ale nigdy go nie próbowali postanowiłam zebrać trzy różne owoce, które aktualnie posiadam w domu i napisać Wam coś na ich temat. Pewnie dla większości nie będzie to zaskoczeniem jeśli powiem że uwielbiam zarówno warzywa jak i owoce. Aktualnie w domu posiadam moje 3 ulubione.


Teraz przyjrzymy się bliżej każdemu z nich. 


Liczi, zwane inaczej chińską śliwką. Na początek powiem wam że owoce tego drzewka uchodzą za najsmaczniejsze na świecie! Wykształca okrągłe owoce o charakterystycznej miękkiej, chropowatej skórce zebrane w duże grona. Skórkę liczi bardzo łatwo możemy rozerwać rękami dostając się w ten sposób do słodkiego galaretowatego miąższu. Podobnie jak większość owoców także liczi zawiera w miąższu pestkę, z której możemy wyhodować okazałą roślinę. Miąższ zawiera około 25% cukru, dużo witaminy C i kwasy organiczne. 


Pomelo, nazywane inaczej pomarańczą olbrzymią jest największym owocem z rodziny cytrusów. Jednak spośród owoców cytrusowych wyróżnia się nie tylko rozmiarem, lecz także bogactwem witamin i innych składników odżywczych, zwłaszcza witaminy C, której posiada więcej niż łudząco podobny do niego grejpfrut i słynąca z tej witaminy cytryna. Miąższ pomelo jest bardziej słodki, mniej kwaśny i niestety mniej aromatyczny i soczysty niż miąższ grejpfruta. Miąższ ten może mieć kolor biały, zielony lub czerwony, przy czym najwięcej cennych dla zdrowia składników odżywczych znajduje się w tym białym. Ten owoc wzmacnia układ odpornościowy oraz reguluje ciśnienie krwi i pracę serca!


Owoc do którego mam chyba największą słabość i spożywam go zdecydowanie zbyt dużo. Mowa tu oczywiście o granatach. Granaty posiadają słodki i orzeźwiający sok. Są wypełnione nasionami, co może sprawiać nieco kłopotów podczas jedzenia. Pryskają na wszystkie możliwe strony, dlatego polecam skrobać je zębami bezpośrednio z wnętrza owocu. Sok z granatu działa także bardzo korzystnie na serce i cały układ krążenia. Picie soku z granatu może zapobiec wystąpieniu chorób serca u zdrowych ludzi. Podobno granaty pomagają w odchudzaniu, czego w moim przypadku raczej wolałabym nie doświadczyć! Chronią one także układ nerwowy oraz nie dopuszczają do rozwoju procesów zapalnych. Nic innego, jak iść teraz do sklepu i kupić sobie granaty.

To tyle na dziś. Mam nadzieję że rozwiałam wasze wątpliwości co do kupna nasion chia i udało mi się choć trochę przybliżyć wam wygląd i działanie trzech moich ulubionych owoców z którymi na ten moment się nie rozstaję!

Lubicie owoce? Które z wymienionych wyżej najbardziej wam smakuje?
Może robiliście już jakieś inne dania z wykorzystaniem szałwii hiszpańskiej?

10 stycznia 2015

return to the city


Powinnam teraz ślęczeć nad stosem książek i notatek z uczelni, a właściwie umieć już jakieś 3/4 z nich. Ale tak to już jest że to co powinniśmy, odkładamy na później. Mogę się przyznać że zawsze robię wszystko byle się nie uczyć po czym uświadamiam sobie że od tego nie ucieknę, że i tak będę musiała przysiąść. Polecam wziąć się w garść i nie odkładać na później tego co możecie zrobić wcześniej. Bo w sumie jaka potem jest satysfakcja, kiedy to okazuje się że dzięki wcześniej wykonanym obowiązkom zyskujemy trochę wolnego czasu dla siebie! Łatwo powiedzieć, gorzej zrobić. Otóż to! A co robię teraz ja? No oczywiście wszystko czego teraz robić nie powinnam. Otoczona zapachem tropikalnej herbaty Liptona (chyba nie muszę wspominać że od herbaty uzależniona jestem i to moje największe must have?! + polecam w biedronce dwa pudełka lipton piramidek za 7zł), próbuję sklecić dla Was posta. Jak sam tytuł wskazuje .. powróciłam. Przyjechałam do szumu, wrzasku, szybkich samochodów, spóźniających się autobusów, masy ludzi i czasu, który tutaj biegnie najszybciej jak można sobie tylko wyobrazić. Zawsze po powrocie do mojej rodzinnej wsi doznaję niesamowitej ulgi. Czas jakby płynie tam wolniej, organizm nie jest narażony na ogromną ilość spalin i samochód za oknem słychać sporadycznie. A przecież ja zawsze chciałam mieszkać w mieście. Cóż.. Także powróciłam i czeka mnie nie lada wyzwanie. Przede mną ogrom kolokwiów, zaliczanek, a co najgorsze 4 egzaminy na początku lutego, witaj sesjo! Nie wiedzieć czemu ten przyjazd był dla mnie chyba najgorszym jak do tej pory. W domu przesiedziałam od 19 grudnia do dzisiaj, czyli kawał czasu. Nie robiłam zupełnie nic, co byłoby związane z moim kształceniem, a ranne wstawanie poszło w odstawkę. Niestety, to co dobre szybko się kończy i teraz trzeba postarać się o ten normalny, codzienny tryb funkcjonowania. Z jednej strony mogłabym leżeć i leżeć, a z drugiej powoli zaczynałam się nudzić. Myślę że na dłuższą metę nie dałabym rady egzystować w ten sposób. Czeka mnie dużo pracy, ale myślę że uda się na bieżąco tu zaglądać. Postaram się dzisiaj zrobić jak najwięcej bo jutro pewnie coś mi wypadnie i nici.


Pokazuję Wam kawałek mojego warszawskiego mieszkanka, które bardzo polubiłam, ale raczej długo tu nie pomieszkam. Póki co, nie chcę na ten temat nic mówić. Może by tak wcześniej położyć się spać? Przyznam że dzisiaj miałam problem ze wstaniem. Jak wam się podobają moje nowe kapcie? To chyba najcieplejsze kapcie świata, do tego ten uroczy wygląd. Miałam odezwać się już wczoraj, ale jak to przed odjazdem.. pakowanie, pakowanie i jeszcze raz pakowanie. Do tego piekłam ciasto. Czy ktoś z Was też jest na studiach kawałek od domu i odjeżdża z ogromną niechęcią? Ja na uczelnię idę dopiero we wtorek, a plan na styczeń bardzo mi odpowiada. 

6 stycznia 2015

sudden change


Szczerze Wam powiem że strasznie ciężko jest mi się ostatnio zorganizować. Zacznijmy od tego że wstaję w godzinach w których standardowo powinnam jeść już obiad, a zasypiam wtedy kiedy już dawno powinnam spać. Wiedziałam że przez te prawie dwa tygodnie wolnego rozleniwię się totalnie, a mój cykl snu się zaburzy. Wczoraj obiecałam sobie że wstanę chociaż koło 10, obudziłam się 11:15 i cóż poradzić? Z jednej strony boję się że później ciężko będzie z przestawieniem na poranne wstawanie, zaś z drugiej mam wolne, więc czemu by się nie wyspać.. chyba każdy ma z tym problem. Został mi tydzień do powrotu na uczelnie, po czym zacznie się zaliczanie i wkuwanie. Obrzydliwie mi się nie chce i myśl że niebawem będę musiała wstawać o 6 przyprawia mnie o dreszcze. Pocieszam się jednak faktem dość dobrze ułożonego planu zajęć. To chyba jedna z lepiej pomyślanych kwestii naszej uczelni. Dzisiaj zaczęłam się zastanawiać nad tym co chciałabym zrobić w 2015 roku i myślę że jeszcze w styczniu ukaże się post na ten temat bądź jakaś wzmianka. Chciałabym obiecać Wam że postaram się bywać tu częściej, ale gdy coś pójdzie nie tak to znów będziecie mieć mi to za złe i mówić że sobie olewam bloga etc., więc wolę nic nie obiecywać. Niestety jestem w tym stadium mojego życia gdzie wszystko kręci się i przewraca jak w kalejdoskopie. Najbardziej zrozumieją to osoby, które mają podobną sytuację. A teraz może wreszcie przejdę do tematu, bo jak zwykle się niepotrzebnie rozpisałam. Skąd temat posta? Wczoraj wybrałam się z kuzynką do lasu. Kiedy tam dotarłyśmy okazało się że mimo suchych dróg leży tam śnieg! A co lepsze, przez cały czas kiedy jechałyśmy nic się nie działo, a po dojechaniu do lasu zaczął padać śnieg i to dość intensywnie, co znakomicie utrudniło nad pracę nad zdjęciami. Pogoda zmienia się tak szybko że nie jestem w stanie tego zrozumieć i się do niej dostosować. Nie jest to szczyt mojego celu, ale było dość zabawnie. W tym roku nastawiam się na dużą pracę i więcej sesji zdjęciowych. 

Uprzedzając wszelkie pytania i niedopowiedzenia od razu wyjaśnię, a tego o czym jeszcze nie wspomniałam możecie dowiedzieć się pytając! Ps. wielkie, wygodne szale uratowały nas przed zamarznięciem.

szal kuzynki - KLIK || mój szal - KLIK || moja kurtka - KLIK || moje buty - confront


ps. jeśli będziecie chcieli obejrzeć więcej zdjęć, niebawem dodam je na facebook'a
< Paula-Mroczkowska-Fotografie >

Czy u Was w pobliżu macie takie lasy, bądź parki w których spacer jest prawdziwą przyjemnością?