16 stycznia 2017

Rzeczy fajne


Musicie przyznać że te ponad dwa tygodnie kiedy mnie nie było są imponujące! Szczerze? Nie mam pojęcia kiedy i jakim cudem tak szybko, to minęło. Święta w górach i sylwester minęły mi świetnie. Bawiłam się super i weszłam w nowy, 2017 rok z ogromną dawką optymizmu i uśmiechem na twarzy. Jednak wszystko skończyło się z dniem 7 stycznia, kiedy to straciłam wszystko z mojego laptopa. Wypłakałam się za każdy rok swojego życia, wymarudziłam i wymęczyłam. Powiem wam że czegoś takiego nie przeżyłam dawno.. Strasznie trudno było mi się otrząsnąć i żyć ze świadomością że już nie odzyskam super ładnie ułożonych w folderach zdjęć, co gorsza, nie wiadomo było czy cokolwiek odzyskam. Z takim brakiem przekonania żyłam przez ostatni tydzień. Nie życzę najgorszemu wrogowi, bo to naprawdę złe doświadczenie, szczególnie kiedy zdjęcia są podstawą własnej twórczości i realizowania pasji. Cóż. Mój błąd. Mam nauczkę na całe życie że wszystko należy zapisywać i trzymać na dysku.. zewnętrznym! W ten sposób chcę uargumentować swoją długą nieobecność. Natomiast bloga nie rzuciłam - nie ma takiej możliwości! To kolejny, chyba już 8 rok jak tu funkcjonuję i wiecie co? Nie znudziło mi się. Wręcz przeciwnie, chcę to rozwijać do granic możliwości, a dzisiaj przychodzę z postem tworzącym na blogu nową kategorię. Kiedyś już próbowałam taką stworzyć, ale gdzieś później o niej zapominałam i miałam inne tematy do omówienia tutaj. Tymczasem wracają. Rzeczy fajne. Dla tych którzy na snapie mnie nie mają, będą to wpisy ukazujące jakieś przedmioty, produkty itp. które bardzo polecam, bo używałam, bo się sprawdziły i tak dalej. Bez kategorii, bez konkretnych zakresów. Wszystko! 

31 grudnia 2016

Podsumowanie 2016!


Dzisiejszy dzień kończy 2016 rok! Niesamowite jak szybko minął. Jeszcze pamiętam ubiegłą imprezę sylwestrową, która swoją drogą była jedną z gorszych na jakich było mi dane się bawić. Mam nadzieję że ta dzisiejsza rozpocznie dobry rok. Co się zmieniło przez te kilkanaście miesięcy? Wiele! Moje podejście do niektórych spraw, pojawiły się nowe współprace, pomysły. Miałam okazję doświadczyć ciekawych rzeczy, a jeśli chodzi o sesje, to chyba najbardziej dumna jestem ze zdjęć pod wodą. Było to jedno z moich największych marzeń i.. udało się! Od tamtej pory jestem zdania, że jeśli bardzo się czegoś chce, to można to zrobić. Dzisiaj wszystko działa mi na złość, począwszy od tworzenia filmu z kulis sesji po raz drugi, kończąc na wyłączającym się internecie. Ale nie poddaję się! Walczę. Nie mam czasu na nic, a siedzę od rana z laptopem na kolanach i piszę tego posta. Nie chcę was zanudzać zbyt długim tekstem, dlatego przejdę do rzeczy. Wiem że lubicie takie życiowe, proste wpisy, toteż postanowiłam że ostatni post w tym roku taki właśnie będzie. Proste zdjęcia z siostrą. Będzie pomieszanie z poplątaniem. Backstage z sesji z Kingą w sylwestrowym klimacie, zawartość pudełek od shiny i wspólne zdjęcia. Poplątanie z zamotaniem, ale mam nadzieję że 2017 będzie równie pozytywnie zakręcony jak to co dzisiaj wrzucam.

29 grudnia 2016

Zakopane photo dairy


Jak wiecie, a może jeszcze nie? Całe święta, włącznie z wigilią spędziłam w górach. Już w tamtym roku rozpatrywałyśmy z mamą taki wyjazd, ale nie byłyśmy zdecydowane. Zamówiłyśmy sobie podróż dosłownie miesiąc przed. Jeśli kogoś to interesuje, to dwa posty w tył pisałam o noclegu i dojeździe. Oczywiście moim nierozłącznym duetem od jakiegoś czasu jest airbnb i polski bus. Polecam z całego serca! Jeśli chodzi o samą podróż, minęła nam o dziwo bardzo szybko i w dwie strony (przez przypadek) udało nam się usiąść na piętrze autobusu, tuż nad kierowcą. Chyba nie trzeba wspominać że widoki z tych miejsc są najlepsze? Nocleg też na sześć plus. Mieszkałyśmy u Pani Małgosi, której dom mieści się zaraz obok Krupówek i z którego dosłownie wszędzie jest blisko. Sama gospodyni bardzo przyjemna i pomocna. Więc kolejny raz powtórzę wam, że podróż z airbnb to dla mnie coś niesamowitego. Zarówno wcześniej Wrocław, jak i teraz Zakopane uważam za super udany wyjazd. Męczyłam was snapami ze śniegiem w tle i gorącą herbatą każdego dnia. Klimat gór przeniknął nas do ostatniej niteczki i uważam że to była genialna decyzja - jak to zazwyczaj w moim przypadku, na ostatnią chwilę się opłaciło. Jeśli jeszcze nie byliście w górach, nadróbcie to jak najszybciej. Kolejnym pretekstem na wyjazd będą ferie zimowe. Sama chętnie skoczyłabym jeszcze na ukochane przeze mnie narty, albo wreszcie nauczyła się jeździć na snowboardzie. Wszystko jest do zrobienia! Dodatkowo muszę wam wyznać, że podróże czegoś mnie nauczyły. Już nie biegam na ślepo z aparatem , jak to zazwyczaj bywało i nie fotografuję wszystkiego co pojawi mi się przed oczami. Staram się znajdować poszczególne miejsca, robić zdjęcia czasem, a nie ciągle. Więcej uwagi starałam się poświęcić tzw. 'tu i teraz', a fotografia była dodatkiem. Sama doszłam do wniosku że pisanie mnóstwa postów, które dotyczą jednego miejsca jest bezsensem i niechętnie czytacie każdy kolejny o tym samym. Dlatego teraz będzie nieco inaczej. Wybrałam trochę zdjęć, które uważam za godne pokazania i na koniec przygotowałam zlepek z telefonu. W ten sposób będziecie mieli wszystko przedstawione w jednym, może dość obszernym, ale jednak łączącym wszystko, poście. 

21 grudnia 2016

Wiatrem Podszyte...


Przyszedł czas na ukazanie efektów i kulis z prawdopodobnie ostatniej sesji zdjęciowej jaką wykonałam w tym roku, przez co była ona dla mnie dość wyjątkowa. Szczerze powiem, że nie jestem zadowolona z ilości zdjęć jakie w 2016 udało mi się zrobić. Chciałabym dużo, dużo więcej. Mam nadzieję że poszaleję w kolejnym, nadchodzącym roku. Zdjęcia wykonałam Olympusem PEN-F, którego zabieramy z mamą w... góry! Tak, jadę w góry, a gdzie dokładnie? Dowiecie się ze zdjęć na instagramie bądź ze snapów, także zapraszam was do śledzenia, jeśli jesteście ciekawi. 

16 grudnia 2016

Wyjeżdżam na święta?


Każdego roku w grudniu, a właściwie to u schyłku grudnia, spotykamy się z bliskimi, składamy sobie życzenia, dajemy prezenty (chyba najlepsza część!) i spędzamy wspólnie czas. Dla mnie tegoroczne święta będą niezwykle wyjątkowe, bo... spędzamy je w podróży! Wraz z mamą już rok temu o tym rozmawiałyśmy, a że bardzo mało czasu jest nad dane na ten moment spędzić razem, to będziemy celebrować i nadrabiać właśnie w święta. Podróż odbędzie się oczywiście poprzez wykorzystanie mojego ukochanego airbnb i polskiego busa. Duet idealny, nawet dla totalnych wyjazdowych laików. Jedziemy w miejsce, gdzie moja mama zawsze chciała pojechać, a ja chętnie tam wrócę. Spodziewam się dyskusji na temat jak można spędzać święta nie będąc z rodziną? Otóż moją najbliższą rodziną i osobą jest moja mama i w tym roku nasze położenie, że tak to nazwę, pozwoliło nam i utwierdziło nas w przekonaniu że to najlepsza opcja jaką mogłyśmy wybrać. Nie mogę się doczekać i jasna sprawa - przywiozę mnóstwo zdjęć. Jednak powiem wam, że po wielu, wielu wyprawach które już zaliczyłam z Olympusem, nie będę aż tak przesadzać z ilością klatek. Wiem że trochę przesadzam i zamiast napawać się klimatem i pobytem w danym miejscu, 3/4 takich wyjazdów zajmuje mi cykanie zdjęć. Postaram się zrobić ich tyle, żeby móc jak najdokładniej opowiedzieć wam o miejscu do którego się wybieramy, ale na tyle mało żeby nie przeginać. Planuję totalnie oddać się klimatowi tamtego miejsca i odłączyć od wszystkiego, odpocząć. Uwierzcie że bardzo tego potrzebuję. Zwłaszcza że ostatnie tygodnie spędziłam pisząc pierwszy rozdział mojej pracy licencjackiej i mam dosłownie dość! 


10 grudnia 2016

otwarcie Galerii Instytutu Fotografii


Dzisiaj specjalnie dla tych osób, które gdzieś tam interesują się co w sztuce piszczy, a konkretniej w tej fotograficznej części. Jak wiecie, od jakiegoś czasu pracuję w Instytucie Fotografii. Niedawno obok naszej czytelni, otworzyliśmy również galerię, piękną, przestronną galerię, gdzie można zobaczyć cudowne fotografie. Pewnie gdzieś tam na snapie, bądź instagramie widzieliście urywki z wernisażu i całego przebiegu zarówno szykowania pomieszczenia do otwarcia, jak i całokształtu jaki przybrała po nim. Razem z Sylwią (stażystka w naszej galerii), spędziłyśmy nad tym mnóstwo czasu.. w dniu w którym było otwarcie, w pracy przesiedziałam całe 9h. Ale wiecie co? Wcale mnie to nie zmęczyło, a wręcz przeciwnie! Bo uwielbiam to co tu robię i jestem strasznie szczęśliwa że tutaj trafiłam. Teraz chciałabym opowiedzieć nieco o obecnej wystawie i uściślić o co właściwie chodzi. Więc galeria mieści się w ceglastym, czerwonym budynku zaraz obok naszego Fortu Mokotów. Ogromna flaga już z daleko ukazuje nam wejście, a wygląda to trochę jakby wchodziło się do piwnicy. Klimat jaki tam panuje jest nieziemski i gwarantuję że jeśli ktoś z was trochę interesuje się fotografią, to będziecie oczarowani. Obecnie można oglądać zdjęcia z naszej pierwszej wystawy, która jest w pewien sposób wyjątkowa, bo właśnie nią otworzyliśmy całą galerię. Nazywa się 'Single Shot' i ukazuje prace znakomitych polskich fotografów. Wiadomym jest że jedne są piękniejsze, drugie mniej - ile ludzi, tyle opinii. Ale warto tam zajrzeć i mieć na oku to miejsce. Do 22.01 można oglądać to co jest obecnie, następnie pojawią się nowe zdjęcia. Trochę żałuję że piszę o tym dopiero teraz, ale nie mogłam się zebrać do ogarnięcia zdjęć, a lepiej późno niż wcale. Pokażę wam jakieś namiastki z przygotowań, ale również kawałek wernisażu. Miłego oglądania! 

4 grudnia 2016

phone photos from last days


Obecnie mamy taki czas, którego ja najbardziej nie lubię. Mam tu na myśli miesiąc przed świętami, kiedy to na uczelni i ogólnie w każdej dziedzinie mojego życia robi się kocioł. Dodatkowo w tym roku mały wyjątek - pisanie pracy licencjackiej. Nie wiem czy jesteś tu nową osobą, czy stałym bywalcem, ale jeśli nie wiesz to tak, obecnie kończę studia na kierunku administracja. Dla niektórych to koliduje z moim powołaniem, dla innych jest to zupełnie obojętne. Słuchajcie, owszem, poszłam na te studia, bo nie widziałam siebie w tamtym momencie w jakimś konkretnym, bliżej określonym miejscu - po prostu. Poszłam, bo poszłam. Ale teraz z pryzmatu czasu, kiedy tam na to patrzę, był w tym sens. Póki co nie chcę o tym opowiadać, bo na 100%, bo zakończeniu 3 roku opiszę wam tu wszystko nieco dokładniej i odpowiem na wasze wątpliwości. Teraz nie chcę tym zatruwać. Oprócz ciężkiego czasu jaki nastał, czyli zebrania się do pisania tych kilkudziesięciu stron, mam jeszcze sporo nauki i pracuję. Już wielokrotnie o tym wspominałam, ale żeby podkreślić to tak dobitnie, powtórzę się jeszcze raz - nie ogarniam! Chyba to określenie opisuje mnie w momencie w jakim się znajduję. Z jednej strony chciałabym już święta, bo szykuję się coś wyjątkowego na ten czas, o czym na pewno się dowiecie. Ale z drugiej, jak pomyślę co będzie jak wrócę po tym 2-tygodniowym leżeniu... szkoda gadać. Postanowiłam że ferie spędzę na pisaniu pracy i każdy wolny moment na to poświęcam. Muszę odmawiać każdej osobie, która próbuje się do mnie dostać poprzez telefony i sms'y. Nie mam życia towarzyskiego, nie spotykam się ze znajomymi. Ponieważ? Nie wyrabiam się. Problemem stało się już nawet spotykanie z chłopakiem. No dobra. Może źle to ujęłam, nie tyle problemem, co bardzo dużym wyzwaniem, jakkolwiek to brzmi. Takie są fakty. Uwierzcie mi że łatwo nie jest. Chociaż już w wakacje zdawałam sobie sprawę z tego, jak będą wyglądać moje 2 ostatnie semestry na tej uczelni. Dodatkowo doszła ta praca - cudowna, wymarzona, wyśniona, która jednak zabiera sporą część z życia. Ale wiecie co? Myślę że warto! Przemęczę się, aby później mieć łatwiej. Naszło mnie na jakieś przesadne rozczulanie i pisanie, ale to nie jest moment na to! Obiecuję że będzie niebawem post, gdzie się rozpiszę, ale teraz przejdźmy już do tematu. To co najbardziej tutaj lubicie, zdjęcia z telefonu. Zapraszam do przejrzenia i poczytania.

moja pierwsza zima w pracy (Instytut Fotografii) & codzienna kawa zbożowa z kawałkiem ciasta drożdżowego z wiśnią // zima w stolicy i niespodziewany śnieg // ktoś mnie widzi? 

28 listopada 2016

Fotoksiążka


Od mojej ostatniej wizyty na blogu, a właściwie od ostatniego posta coś się tutaj zmieniło. Widzę aktualizację strony, inną czcionkę i układ w ustawieniach. Czy to dobrze? I tak i nie. Ale dzisiaj nie o tym. Otóż jakiś czas temu zaczęłam zastanawiać się nad stworzeniem swojej własnej, niepowtarzalnej fotoksiążki. Pewnie każdy kto gdzieś tam interesuje się fotografią, w pewnym momencie staje przed takim wyborem. Później to odłożyłam na dalszy plan, bo nie mogłam zdecydować się co do fotografii, a dodatkowo bałam się o jakość. I wiecie co? Dobrze że poczekałam. Udało mi się trafić na stronę firmy: saal-digital.pl, gdzie tak jak to opisują, można znaleźć profesjonalne foto produkty w imponującej jakości. Weszłam an tę stronę, bo jako że na facebook'u posiadam stronę z własnymi zdjęciami, to saal pojawiło mi się w reklamach (z tego co pamiętam). Chciałabym pokazać wam zawartość książki od a do z wirtualnie, bo niestety nie jestem w stanie zrobić tego inaczej, a uwierzcie mi, wygląda jeszcze lepiej. Nie mam w zwyczaju chwalić czegoś, co mi nie przypadło do gustu, o tym już wiecie. A tu z pełnym przekonaniem mówię tak!

dżinsowa kurtka marzeń - tutaj 

21 listopada 2016

Podwodna sesja - efekty


Ostatni post 10 listopada? Dobra, przyznaję się. Zapuściłam pisanie bloga. Jestem tego świadoma i wielokrotnie wam powtarzam że mam teraz w życiu taki czas, gdzie nie mam czasu na nic. Jakkolwiek dziwnie to brzmi... Po prostu na głowę zwaliła mi się masa obowiązków i próbuję jakoś z tym walczyć. Wmawiam sobie że dam radę ze wszystkim bez problemu, że sobie poradzę. Żyję nadzieją, że za kilka miesięcy powiem, warto było robić to wszystko. Wiecie jak jest. Nie będę się tutaj tłumaczyć, chociaż nie powiem bo 11 dni różnicy między postami, to niemalże dwa tygodnie i strasznie nad tym ubolewam. Ale tak już mam, że nie lubię pisać, aby pisać. Po prostu. Musicie przygotować się na to, że przez kilka kolejnych miesięcy mój blog nie będzie funkcjonował tak jak zwykle. Musicie uwierzyć mi na słowo, jest ciężko! Ale nie chcę o tym teraz pisać, także przejdźmy do tematu posta. Sesja pod wodą! Wreszcie są, możecie je zobaczyć. Ale zanim to się stanie, błagam - przeczytajcie co mam tu do powiedzenia. Otóż, te zdjęcia nie będą takie, jak wszystkie inne. Od samego początku, zanim jeszcze wzięłam aparat do ręki, wiedziałam że jakość i szalony zachwyt mnie nie dopadnie. A dlaczego? Dlatego że tak jak wy, jestem tutaj przyzwyczajona do jakości lustrzanki, czego po cyfrówce nie można się spodziewać. No dobra, można, ale nie aż takiej dobrej jak lustrzankowa. Życie. To nie zmienia faktu że marzyłam o tej sesji od dawna i jestem dumna że się udało. Zdjęcia mają wywołać w was emocje z szuflady z podpisem: magia, niedopowiedzenia, światło i cienie. I to mi wystarczy. Dajcie znać czy to poczuliście i koniecznie wrzućcie swoje trzy grosze w komentarz, pisząc jak wyszło. Dodatkowo zaległe kilka ujęć z kulis na początek.

10 listopada 2016

Sesja zdjęciowa pod wodą - spełniłam marzenie!


No i nadszedł ten czas! Zdjęcia zza kulis gotowe, więc mogę powiedzieć wam kilka słów o moim ostatnim fotograficznym projekcie. Nawet nie wiem od czego zacząć, bo bardzo dużo ciepłych słów kieruje mi się na klawiaturę. Przede wszystkim po raz kolejny chciałabym podziękować każdej osobie jaka wsparła mnie w dążeniu do spełnienia tego marzenia. Nawet nie macie pojęcia jak każdy kto w tym uczestniczył mi pomagał. Wszyscy wierzyli, nie mogli się doczekać, za wszelką cenę chcieli żeby wypaliło. Ja to zaczęłam, a z pomocą masy ludzi - zrobiliśmy coś wielkiego! Do tej pory nie wierzę i jestem w ogromnym szoku. Co prawda w dniu sesji nie czułam się najlepiej, ale kilka dni wcześniej robiłam wszystko żeby choroba odpuściła, ba! Nie poszłam przez to na imprezę, brałam krocie tabletek i proszków żeby się wykurować. Nie jestem w stanie opisać jak bardzo mi zależało i jak za wszelką cenę chciałam tego dokonać. Skąd pomysł? Lubię robić inaczej. Chodzi o to że w dobie tych wszystkich 'fotografów' znudziło mi się ciągłe robienie tego co w sumie teraz robi większość. Nie chce iść tam gdzie cały tłum i ta foto-szopka.. nie mam też zamiaru obrażać w ten sposób nikogo, ale ja po prostu lubię tworzyć coś, co albo jeszcze nie powstało - albo tak jak sesja w basenie, nie każdy w stanie jest to zrobić. Mam nadzieję że też jesteście tym podekscytowani i czekaliście niecierpliwie na ten backstage, który siłą rzeczy jest wyjątkowy. Czekaliście? To super! Bez dalszej, myślę zbędnej gadaniny przejdziemy do zdjęć, których jest tym razem ogrom!!! Jednak ze względu na ilość postanowiłam go podzielić na dwie części. W dzisiejszej zobaczycie ich połowę i film, a w kolejnej drugą część i efekty sesji. Myślę że to nie jest najgorszy pomysł, bo jest ich bardzo dużo.